Przez ostatnie dni moje myśli były z rodziną, przyjaciółmi oraz wspólnotą redemptorystów, którzy stracili jednego ze swoich. O. Janusz Dyrek nie był zwykłym księdzem wykonującym swoje obowiązki; był osobą, która potrafiła dotrzeć do serc tysięcy ludzi poprzez eter radiowy i ekran telewizyjny. Jego historia zaczyna się na Sądecczyźnie, gdzie w Nowym Sączu przyszedł na świat, by następnie dorastać w urokliwym Starym Sączu. To właśnie tamtejsze krajobrazy i lokalna społeczność ukształtowały jego charakter, nadając mu pewną specyficzną, sądecką duszę, która przejawiała się nawet w najbardziej profesjonalnych wystąpieniach medialnych.
Droga kapłańska przez wielkie miasta
Jej formacja duchowa nie ograniczyła się jednak tylko do regionu małopolskiego. Kapłańska droga o. Janusza prowadziła go przez tak znaczące centra kultury i nauki, jak Warszawa, Kraków, Toruń czy nawet stolica Watykanu – Rzym. Każde z tych miejsc pozostawiło na nim nieusuwalny ślad, wpływając na jego wiedzę teologiczną oraz sposób komunikowania się z otoczeniem. W Warszawie mógł obserwować puls życia politycznego i społecznego, podczas gdy w Krakowie czerpał z bogatej tradycji akademickiej i duchowej regionu.
Studiowanie w Toruniu pozwoliło mu na kontakt z elitą intelektualną, co później przełożyło się na jakość jego artykułów oraz audycji. Rzym z kolei dał mu perspektywę uniwersalną, pozwalając zrozumieć Kościół nie tylko jako instytucję lokalną, ale jako organizację globalną o ogromnym znaczeniu historycznym. Wszystkie te doświadczenia łączyły się w całość, tworząc obraz kapłana wszechstronnego, który potrafił porozumieć się zarówno z prostym człowiekiem z prowincji, jak i z wykształconą elitą.
Współpraca z Radiem Maryja
Największą rozpoznawalność przyniosła mu jednak praca w mediach związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem. Przez wiele lat należał do grona redemptorystów ściśle współpracujących z Radiem Maryja, stając się jednym z jego najbardziej cenionych dziennikarzy i komentatorów. Jego głos stał się synonimem wiary, nadziei oraz konkretnych porad życiowych dla wielu Polaków, którzy codziennie włączali radio, by usłyszeć jego słowa. Nie bał się poruszać trudnych tematów, zawsze jednak czyniąc to z szacunkiem i głęboką empatią.
Współpraca z o. Rydzykiem nie była tylko formalnym zatrudnieniem; była to relacja oparta na wspólnych wartościach i misji ewangelizacyjnej. O. Janusz rozumiał wizję swojego przełożonego i czynił wszystko, by jej służyć poprzez słowa wypowiadane do mikrofonu. Jego audycje charakteryzowały się jasnością przekazu oraz bezpośrednim kontaktem z problemami słuchaczy, co budowało zaufanie i lojalność odbiorców na przestrzeni wielu lat.
Oblicze TV Trwam
Nie można również zapomnieć o jego działalności w telewizji. Widzowie stacji TV Trwam mieli przyjemność oglądać go na ekranach swoich telewizorów, gdzie prezentował się jako osoba kulturalna, dobrze przygotowana merytorycznie i niezwykle charyzmatyczna. Jego wystąpienia często dotyczyły spraw moralnych, społecznych oraz religijnych, które borykała współczesna Polska. Potrafił w prosty sposób wyjaśnić skomplikowane zagadnienia teologiczne, czyniąc je przystępnymi dla przeciętnego Kowalskiego.
W telewizji jego prezencja była szczególnie ważna, ponieważ obraz często mówi więcej niż samo słowo. O. Janusz potrafił czytać w oczach widzów, dostrzegać ich potrzeby i lęki, a następnie odpowiedzieć na nie w sposób pocieszający lub nawołujący do refleksji. Jego programy stały się dla wielu rodzin elementem wieczornego rytuału, momentem zatrzymania się przed snem nad ważnymi sprawami wiary i życia.
Sądeckie korzenie i finał w Limanowej
Informacja o jego śmierci ma szczególny wymiar na Sądecczyźnie, ponieważ tutaj się urodził i tutaj spędził swoje młode lata. Dla lokalnej społeczności strata ta jest odczuwana bardzo mocno, jako że tracą jednego ze swoich wychowanków, który osiągnął sukces ogólnopolski, nigdy nie zapominając jednak o skromnych początkach. Stary Sącz i Nowy Sącz zawsze będą jego drugimi domami, miejscami, gdzie czerpał siłę do dalszej pracy.
Zmarł w niedzielę, 16 sierpnia 2026 roku, w szpitalu w Limanowej. To miasto, położone niedaleko jego rodzinnych stron, stało się miejscem jego ostatniego oddechu. Symboliczne jest to, że nawet na końcu życia pozostał blisko ziemi, którą kochał. Śmierć w tak młodym wieku, zaledwie 54 lata, wywołuje ogromny szok i niedowierzanie wśród tych, którzy pamiętają go jako pełnego energii i zaangażowania człowieka.
Wspominam teraz wszystkie te chwile, gdy jego głos towarzyszył mi w trudnych momentach życia. Był on jak stały punkt odniesienia w zmiennym świecie, przypominający o wartościach, które nie ulegają starzeniu. Jego odejście oznacza koniec pewnej ery w historii mediów katolickich w Polsce, ery, w której wiara była przekazywana z niezwykłym entuzjazmem i profesjonalizmem.
Bliscy o. Janusza muszą teraz zmierzyć się z ogromnym żalem, który trudno będzie przełamać. Myślę o nich z głębokim współczuciem, modląc się o siłę do zniesienia tej bolesnej straty. Jego dziedzictwo pozostanie jednak żywe w sercach tych wszystkich, którzy słuchali jego audycji i czerpali z nich inspirację do lepszego życia.
Warto teraz skupić się na tym, co po nim zostało: na nagraaniach, artykułach oraz wspomnieniach ludzi, których dotknął swoim posługiwaniem. To spuścizna, która będzie trwać długo po jego fizycznym odejściu z tego świata. Niech odpocząże w pokoju Bożym ten wybitny syn Sądecczyzny.