W miniony weekend miałem przyjemność przebywać w Krynicy-Zdroju, gdzie odbywał się już czternasty Hubertus Krynicki. To wydarzenie zorganizowane przez Nowosądecki Okręg Polskiego Związku Łowieckiego przyciągnęło naprawdę ogromną liczbę gości z całego regionu i nie tylko. Spacerując po terenie imprezy, mogłem zauważyć, jak bardzo mieszkańcy cenią sobie tę tradycję, która od lat integruje społeczność lokalną. Atmosfera była wręcz elektryzująca, a uśmiechy na twarzach uczestników świadczyły o ich satysfakcji z organizacji tak skomplikowanego przedsięwzięcia. Zdecydowałem się przyjść osobiście, aby przekonać się, jak obecnie wygląda obchód tego święta w dobie zmieniających się przepisów i opinii publicznej.
Parada, msza i smak regionalnych specjałów
Pierwszym punktem mojej wizyty była uroczysta parada myśliwych, która przeszła głównymi ulicami uzdrowiska. Widok uczestników w pełnych mundurach łowieckich, często ozdobionych trofeami czy symbolami regionalnymi, robił naprawdę silne wrażenie na otoczeniu. Dźwięki fanfar i marszowe rytmy przyciągały uwagę przechodniów, którzy z ciekawością przyglądali się defiladzie. Po paradzie wszyscy udaliśmy się na mszę świętą, która odbyła się w lokalnej świątyni pod wezwaniem św. Huberta, patrona myśliwych. Ksiądz w kazaniu podkreślał wagę szacunku dla natury oraz odpowiedzialności za chronione zwierzęta w naszych lasach.
Nie można jednak pominąć aspektu kulinarnego, który jest niezwykle ważny dla każdego Hubertusa. Degustacja potraw z dziczyzny odbywała się na specjalnie przygotowanym stoisku, gdzie lokalni kucharze prezentowali swoje umiejętności. Spróbowałem kilku dań, w tym żurku z grzybami oraz pieczonego jeleniny w sosie śliwkowym, które były naprawdę wyborne. Każdy łyk przypominał mi o bogactwie smaków ukrytych w naszych lasach i mądrości przodków w ich wykorzystaniu. To nie tylko jedzenie, ale także forma przekazywania wiedzy kulinarnych z pokolenia na pokolenie wśród mieszkańców Sądecczyzny.
Odznaczenia za troskę o środowisko
Po części artystycznej i kulinarnej nastąpił moment wręczenia odznaczeń łowieckich, który został uhonorowany przez wicestarostę nowosądeckiego. Nagrodzono tam osoby szczególnie zaangażowane w dbałość o środowisko naturalne oraz właściwą gospodarkę leśną na terenie okręgu. Widziałem, jak wzruszeni byli laureaci otrzymującymi pamiątkowe odznaki i dyplomy za swoje wieloletnie starania. Ta część uroczystości pokazała mi, że polowanie to nie tylko zabawa, ale przede wszystkim ciężka praca na rzecz ochrony przyrody.
W trakcie ceremonii padło wiele słów uznania dla tych, którzy codziennie pilnują porządku w lasach i edukują młodzież. Zrozumiałem wtedy, że rola myśliwych wykracza daleko poza sam akt polowania, obejmując również aspekt ekologiczny i społeczny. To ważne przesłanie, które warto szerzyć wśród wszystkich mieszkańców regionu, niezależnie od ich stosunku do łowiectwa.
Debata o zmianie prawa łowieckiego
Niestety, nie wszystko na Hubertusie było tak radosne, ponieważ poruszono również trudny temat obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. Trwa obecnie zbieranie podpisów pod projektem mającym na celu zmianę istniejącego prawa łowieckiego w Polsce. Głównym postulatem jest zwiększenie odległości polowań od zabudowań mieszkalnych do siedmiuset metrów, co ma poprawić bezpieczeństwo mieszkańców. Jako reporter muszę przyznać, że temat ten wywołał żywe dyskusje wśród gości imprezy, dzieląc ich na dwa obozy.
Część uczestników stanowczo sprzeciwiała się takim zmianom, argumentując, że zniszczą one tradycyjne praktyki gospodarcze i utrudnią ochronę lasów. Inni natomiast popierali ograniczenia, wskazując na realne zagrożenia dla bezpieczeństwa osób przebywających w pobliżu terenów leśnych. Widziałem gorące debaty przy stołach, gdzie sąsiedzi dyskutowali ze sobą o tym, jak najlepiej zagospodarować przestrzeń publiczną. To pokazuje, że społeczeństwo polskie jest wciąż podzielone w kwestii relacji człowieka z naturą.
Moim zdaniem, zarówno jedna, jak i druga strona ma rację w swoich argumentach, dlatego potrzebny jest kompromis. Bezpieczeństwo ludzi jest priorytetem, ale nie można ignorować potrzeby ochrony dziczy przed chorobami i nadmierną liczebnością. Zmiany prawne muszą być przemyślane i konsultowane ze wszystkimi zainteresowanymi stronami, w tym z lokalnymi społecznościami.
Hubertus jako spoiwo społeczne
Mimo kontrowersji, XIV Hubertus Krynicki udowodnił, że może pełnić funkcję integrującą dla różnych grup społecznych. Mieszkańcy Nowego Sącza i okolicznych miejscowości mieli okazję spotkać się, pogadać i wspólnie celebrować lokalne dziedzictwo kulturowe. To ważne wydarzenie kulturalne, które przypomina nam o korzeniach i tradycjach regionu, które są wartościami nie do przecenienia.
Widziałem tam rodziny z dziećmi, seniorów oraz młodzież, którzy wszyscy chcieli wziąć udział w tym święcie. To dowód na to, że łowiectwo, mimo negatywnych stereotypów, pozostaje ważnym elementem tożsamości wielu Polaków. Organizatorzy postarali się, aby impreza była dostępna i atrakcyjna dla każdego, niezależnie od wieku czy poglądów.
Zakończenie Hubertusa było równie uroczyste jak jego początek, z koncertami muzycznymi pod gołym niebem. Melodie ludowe i pieśni myśliwskie tworzyły niezapomnianą oprawę dla tego dnia, który na zawsze wpisał się w mojej pamięci.
Przeżywając te emocje, zrozumiałem, jak bardzo złożona jest relacja człowieka z naturą w naszym kraju. Hubertus Krynicki to nie tylko święto myśliwych, ale także lustro pokazujące nasze wartości, lęki i nadzieje na przyszłość.
Warto więc obserwować dalsze losy inicjatywy ustawodawczej i czekać na kolejne edycje tego wydarzenia. Mam nadzieję, że w przyszłości uda się znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące wszystkich stron konfliktu.