Pełny raport Instytutu Badań Edukacyjnych o skutkach zniesienia lekcji domowych wreszcie został opublikowany. Kiedy kilka tygodni temu Ministerstwo Edukacji chlubiło się swoimi osiągnięciami, jego jedynym skrótem było miodzio i malina. Teraz, gdy ukazała się pełna wersja, jego pełna treść, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Niewielka liczba nauczycieli widzi korzyści
Mniej niż 10% nauczycieli uważa, że ta zmiana miała pozytywny wpływ na uczniów. To jakiś dramat. Półtora temu zrobiliśmy analizę, w której stwierdziliśmy, że złym pomysłem byłoby zniesienie lekcji domowych. Twierdziliśmy, że tak było, ponieważ wtedy było to tylko ogłoszeniem, nie wiem, wtedy była to kwestia ogłoszenia.
Decyzja podjęta bez konsultacji
Same likwidacja nastąpiła kilka miesięcy później. Powiedziałem, że to wyrzucanie dziecka z kąpielą i klasyczny pokaz bez żadnej analizy. Ostatecznie analizy zostały zlecone ponad rok po podjęciu decyzji, a one wniosły, że zniesienie lekcji domowych było wyrzucaniem dziecka z kąpielą. No cóż, kto by tego oczekiwał.
Argumenty za i przeciw reformie
W moim poprzednim filmie, tym z półtora temu, argumentowałem, że to nieprzemyślany ruch, że pozbawia dzieci możliwości rozwoju samodzielności, powtórzenia materiału i, przede wszystkim, nauki zarządzania czasem. Argumentem za zniesieniem lekcji domowych było wtedy przeciążenie dzieci i stres związany z presją.
Statystyki PISA a program nauczania
Przyznaję, że dla mnie to było nieco odległy argument, szybko znaleziony, ponieważ wtedy cytowałem statystyki z badania PISA, pokazujące, że winnym nie są lekcje domowe, czy to nie jest coś, co powoduje przeciążenie, ale przeciążona program nauczania i konieczność podjęcia lekcji prywatnych. No cóż, wysłuchajmy, co pokazał raport Instytutu Badań Edukacyjnych, Narodowego Instytutu Badań Edukacyjnych IBE.
Procedura zlecania ekspertyzy
Instytut ma dostarczać merytorycznego wsparcia tym, którzy władzą. Ma dostarczać im analiz i argumentów za lub przeciw wprowadzaniu jakichkolwiek zmian. W przypadku lekcji domowych nie jest to pierwszy raz, gdy decyzja została podjęta wcześniej. Eliminujemy prace domowe. I dopiero potem, o, wiele miesięcy później, eksperci zostali poproszeni o ich zdanie.
Termin wejścia w życie rozporządzenia
Rozporządzenie Ministra Edukacji, Barbary Nowackiej, weszło w życie przed wakacjami letnimi 2024, konkretnie na początku kwietnia. Po zaledwie kilku tygodniach pojawiły się pierwsze sygnały, że byłoby dobrze, gdyby wspomniany Instytut Badań Edukacyjnych skomentował tę sprawę. Następnie, zastępca ministra Katarzyna Lubnauer, ogłosiła, że Ministerstwo Edukacji Narodowej zleci IBE ocenę wdrożenia nowych przepisów.
Opóźnienia w publikacji wyników
Badanie samo zostało zlecone przez Ministerstwo Edukacji Narodowej dopiero rok później, czyli w czerwniu 2025 roku. Badanie trwało kilka miesięcy. Raport został przedstawiony ministerstwu 2 października tego roku. Najpierw jednak pokazano tylko podsumowanie, zawierające informacje, że dzieci mają teraz więcej czasu i ich poziom stresu spadł.
Brak danych dotyczących uczniów
Mówiono dużo, dużo mniej o wadach tego rozwiązania. Dziennikarze pytający, czy ministerstwo czy IBE kiedy zostanie opublikowany pełny raport, zostali skierowani od ministerstwa do IBE. IBE z kolei twierdziło, że nie posiada już raportu, ponieważ przekazało je ministerstwu, i tak trwało to przez miesiąc. Raport jest teraz dostępny do czytania w całości.
Wniosek z analizy nauczycieli
Obraz, który się wyłania, nie jest tak optymistyczny, jak ministerstwo chciało. I tutaj może być mała rzecz, może detale, ale chcę o tym wspomnieć. IBE to państwowy instytut badawczy. Jest to jednostka, w której ekspertyzy są zamawiane. W moim opinii są to bardzo dobrze wykonane ekspertyzy.
Kogo dotyczyło badanie?
W żadnym etapie, ani przed, ani po wprowadzeniu rozporządzenia o lekcjach domowych, Ministerstwo Edukacji nie zlecało raportu o mądrości tej decyzji. Nikt nie pytał, czy zlecił to. Sprawdźmy, czy to ma sens. Sprawdźmy, czy to pomoże dzieciom. Ministerstwo Edukacji w IBE zleciło raport, aby sprawdzić, co myślą nauczyciele o zmianach, ale tylko nauczyciele. Nie już dzieci i nie już rodzice, ale nauczyciele. To nie to samo co naukowa analiza zjawisk.