Ostatnim weekendem byłem w kinie IMAX, aby zobaczyć film The Helmery Project, który zaskoczył nas swoją wiarygodnością. Po raz pierwszy od dawna obejrzałem dzieło w gatunku science fiction, w którym autorzy nie traktują widza jak idiotów. Fabuła rozgrywa się w teraźniejszości, kiedy odkrywa się zjawisko astrobiologiczne, które grozi Ziemi.
Wiarygodność naukowa w filmie
Dla mnie zarówno książka z 2021 roku, jak i film należą do najbardziej interesujących, a prawdopodobnie najlepszych przykładów science fiction w ostatnich latach. Gatunek ten charakteryzuje się maksymalną wiarygodnością naukową, akceptując tylko jedno, duże, ale konsekwentnie stosowane fikcyjne założenie. Andy We, autor powieści, na której opiera się film, jest synem fizyka i inżyniera.
Wielokrotnie w wywiadach, na przykład w niedawnym wywiadzie w Scientific American, podkreślał, że cała fizyka jest prawdziwa. Neil deGrasse Tyson sam, po obejrzeniu premiery, potwierdził, że dzieło przeszło test naukowy. To potwierdzenie buduje ogromne zaufanie do przedstawionego w filmie świata.
Zjawisko astrophagus
Największym i najbardziej spektakularnym elementem fikcyjnym jest astrophagus. To mikroorganizm żyjący na powierzchni gwiazdy lub na gwiazdach. Absorbuje ich energię i magazynuje ją, a gdy nadchodzi odpowiednia chwila, emituje promieniowanie podczerwone skierowane jako napęd.
W książce i w filmie astrophagus dosłownie odpowiada za zjedzenie Słońca. Później dowiadujemy się, że dotyczy to wielu innych gwiazd we Wszechświecie, co jest w zasadzie spowodowane ich malejącą jasnością. I stąd biorą się problemy ludzkości w najbliższej przyszłości, kiedy Słońce po prostu będzie emitować mniej światła.
Linia petrowa i wizualizacja
To emisja promieniowania podczerwonego to tak zwana linia petrowa. Film wizualizuje to skutecznie, pokazując sceny statków wirujących i sztucznej grawitacji poprzez obrót. Zostały nakręcone z prawdziwą dbałością o detale, a efekty specjalne pokazują tę linię petrową jako czerwoną pasmę wokół Słońca.
Ta wizualizacja opiera się na rzeczywistych liniach absorpcyjnych w widmie gwiazd. Dzięki temu widzowie mogą zobaczyć, jak wyglądałoby to zjawisko, gdybyśmy sami doświadczyli takich zmian w naszym słońcu. Jest to potężne narzędzie edukacyjne ukryte w rozrywkowym formacie.
Precyzja w wyborze układów gwiazdowych
Układy gwiazdowe w książce i filmie zostały wybrane z niezwykłą precyzją. Tau Ceti, mniej niż 12 lat świetlnych od Ziemi, to prawdziwa gwiazda typu G, bardzo podobna do Słońca. Była jedną z pierwszych gwiazd docelowych programu SETI Franka Drake'a w 1960 roku.
W tej historii misja udaje się tam, aby szukać ratunku. Wybór takiej gwiazdy nie jest przypadkowy, lecz wynika z rzeczywistych danych astronomicznych. To dowód na to, że twórcy wnikliwie przeanalizowali dostępne materiały przed rozpoczęciem pracy nad scenariuszem.
Podsumowanie doświadczenia
Całość tworzy spójną narrację, która nie tylko bawi, ale i edukuje. Widz czuje się jak uczestnik prawdziwej misji badawczej, a nie jak odbiorca fikcji. Takie podejście do tworzenia filmów science fiction jest rzadkie i niezwykle cenione przez społeczność naukową.
Rekomendujemy ten film każdemu, kto ceni sobie połączenie rozrywki z merytoryką. To doskonała okazja, by przypomnieć sobie podstawy fizyki i astronomii w formie kinowej. Warto zobaczyć, jak nauka może stać się przystępną i fascynującą historią.