Od lat obserwuję z niepokojem zmiany zachodzące w krajobrazie kulturalnym naszego regionu, a zamknięcie Antykwariatu Bestseller przy ulicy Sobieskiego w Nowym Sączu wydaje się być ich kulminacją. Decyzja o zakończeniu działalności do końca bieżącego roku oznacza dla mnie nie tylko koniec dostępu do taniej literatury, ale przede wszystkim utratę ważnego miejsca spotkań miłośników słowa drukowanego. Jako redaktor blisko związany z lokalnymi sprawami, czuję na skórze, jak bardzo ta strata wpłynie na atmosferę miasta, które i tak nie szczędzi przestrzeni dla tradycyjnej kultury czytelnictwa. Po odejściu Bestsellerów w Nowym Sączu pozostanie tylko jedna klasyczna księgarnia, co jest faktem trudnym do strawienia dla każdego, kto ceni sobie dostępność książek.
Symptom większego problemu społecznego
Wojciech Molendowicz w swoich komentarzach trafnie wskazuje na to, że zamykanie się księgarń jest jedynie symptomem znacznie głębszej choroby dotykającej polskie społeczeństwo. Ja sam widzę w tym bezpośrednią korelację między spadkiem zainteresowania czytaniem a upadkiem fizycznych punktów sprzedaży książek, które kiedyś były sercami lokalnych społeczności. Nie mogę przejść obojętnie obok statystyk pokazujących, że blisko czterdzieści procent Polaków nie rozumie treści, które czyta, co sugeruje poważne problemy z kompetencjami czytelnymi. Taka sytuacja rodzi we mnie pytanie, czy w ogóle warto inwestować w miejsca, gdzie można kupić książki, jeśli odbiorca nie jest w stanie ich przetrawić intelektualnie.
Tragiczny stan edukacji i analfabetyzm funkcjonalny
Kiedy czytam dane o tym, że co dziesiąty absolwent szkoły podstawowej nie potrafi poprawnie czytać, czuję dreszcz przerażenia na myśl o przyszłości naszego kraju. Jako osoba pracująca ze słowem, wiem jak bardzo fundamentalne jest umiejętności rozumienia tekstu dla funkcjonowania w nowoczesnym świecie, a tak niski poziom wykształcenia podstawowego to alarm sygnalizujący awarię systemu edukacji. Nie mogę zrozumieć, jak do tego doszło, że osoby kończące obowiązkową naukę wychodzą na rynek pracy bez najelementarzszych narzędzi poznawczych, które powinny być im zapewnione przez państwo. Ta luka w wiedzy powoduje, że książki stają się przedmiotem zbiorowym dla wielu osób, a nie źródłem inspiracji czy wiedzy potrzebnej do rozwoju osobistego i zawodowego.
Brak książek w domach Polaków jest kolejnym czynnikiem, który pogłębia ten kryzys kulturowy i oddala nas od tradycji literackiej. Statystyki mówiące o tym, że dwadzieścia pięć procent rodaków nie posiada w swoich mieszkaniach ani jednej książki, traktuję jako dowód na marginalizację czytelnictwa w codziennym życiu. Widzę to we własnym otoczeniu, gdzie coraz częściej ekran smartfona zastępuje kartkę papieru, a krótkie posty w mediach społecznościowych wypierają długie eseje czy powieści. Taki trend prowadzi do powierzchowności myślenia i utraty zdolności do koncentracji na bardziej złożonych tematach, co odczuwam jako osobistą stratę intelektualną.
Utrata miejsca spotkań i wspólnoty
Dla mieszkańców Nowego Sącza Antykwariat Bestseller był nie tylko sklepem, ale także miejscem, gdzie ludzie mogli się spotkać, porozmawiać o literaturze i poczuć przynależność do grona czytelników. Ja sam często odwiedzałem to miejsce, szukając ciekawych egzemplarzy czy po prostu chcąc przebywać wśród książek, które tworzyły specyficzną, ciepłą atmosferę sprzyjającą refleksji. Teraz, gdy te drzwi się zamkną, czuję pustkę i obawiam się, że stracimy ważny punkt orientacyjny w lokalnej mapie kulturalnej miasta, który łączył pokolenia miłośników słowa. To nie jest tylko kwestia handlowa, lecz utrata przestrzeni, która pozwalała na budowanie relacji opartych na wspólnym zainteresowaniu kulturą i historią.
Wyzwania dla pozostałych księgarzy
Pozostawienie w mieście tylko jednej klasycznej księgarni stawia przed jej właścicielami ogromne wyzwania, które mogą być trudne do pokonania w obecnych warunkach rynkowych. Ja rozumiem presję, jakiej doświadczają przedsiębiorcy w branży wydawniczej i handlowej, którzy muszą konkurować z tanimi ofertami internetowymi oraz zmieniającymi się nawykami konsumenckimi. Lęk przed tym, że ostatni bastion książek fizycznych również może nie przetrwać długiego marszu, towarzyszy mi w codziennych rozważaniach nad przyszłością lokalnej kultury. Musimy sobie zadać pytanie, czy jesteśmy jako społeczeństwo gotowi wspierać te miejsca, które oferują nam coś więcej niż tylko produkt materialny.
W dobie cyfryzacji i natłoku informacji, wartość posiadania fizycznej książki w domu jest często niedoceniana przez młode pokolenia, co obserwuję z żalem podczas rozmów ze studentami czy młodszymi znajomymi. Ja wierzę jednak, że dotyk papieru, zapach starego druku i możliwość przewracania kartek mają niepowtarzalną wartość terapeutyczną i estetyczną, której nie zastąpi żaden tablet czy e-book. Zamknięcie Bestsellerów to dla mnie sygnał do działania, abyśmy jako społeczność zaczęli bardziej dbać o te instytucje kultury, które budują naszą tożsamość i intelektualny potencjał regionu. Nie chcę, aby Nowy Sącz stał się miastem bez książek, gdzie kultura słowem drukowanym jest tylko wspomnieniem minionych epok.
Ostatnie tygodnie przed zamknięciem antykwariatu spędzam z mieszanymi uczuciami, przeglądając półki i zastanawiając się nad losami tysięcy książek, które znajdą teraz nowych właścicieli lub trafią do zapasów. Czuję potrzebę podzielenia się tym smutkiem z innymi czytelnikami, abyśmy wspólnie mogli docenić to, co tracimy, i zacząć szukać sposobów na ożywienie kultury czytelnictwa w naszym regionie. To nie jest koniec świata, ale na pewno poważny ostrzeżenie przed dalszym zaniedbywaniem edukacji i promocji literatury wśród wszystkich grup wiekowych. Mam nadzieję, że ten artykuł skłoni Was do refleksji nad tym, jak często sięgacie po książkę i czy warto wspierać lokalnych księgarzy w ich trudnej walce o przetrwanie.