Jesteśmy świadkami sytuacji, w której jedna z najważniejszych instalacji w Polsce została zmuszona do zatrzymania pracy. Reaktor Maria, znajdujący się w Narodowym Centrum Badań Jądrowych w Otwocku, jest jednostką o znaczeniu globalnym, której ciągłość działania powinna być bezwzględnym priorytetem dla państwa. Nasz kraj posiada tylko jedną taką jednostkę produkującą izotopy medyczne, co czyni ją kluczową dla bezpieczeństwa narodowego w dziedzinie zdrowia.
Globalne znaczenie reaktora Marii
Reaktor Maria to nie tylko polski reaktor jądrowy, ale także centrum badawcze światowej klasy. Jest to jedna z nielicznych na świecie jednostek produkujących molibden-99, niezbędny do tworzenia leków radiofarmaceutycznych. Te leki są fundamentalne w medycynie jądrowej, pomagając w diagnostyce i leczeniu pacjentów onkologicznych na całym świecie.
Kiedy reaktor pracuje, ratuje życie i zdrowie około stu tysięcy ludzi każdego tygodnia. Jego działanie generuje również około dwustu milionów złotych obrotu rocznie. Jest to więc inwestycja o ogromnym potencjale ekonomicznym i społecznym, której nie można lekceważyć w żadnej sytuacji.
Problemy finansowe i organizacyjne
Mimo tak kluczowego znaczenia, reaktor jest niedofinansowany od lat. Koszt utrzymania reaktora wynosi około czterdziestu milionów złotych rocznie, a finansowanie opiera się na grantach z Ministerstwa Nauki oraz sprzedaży produktów. Państwo wydaje się nie dostrzegać, że to nie jest zwykła instytucja komercyjna, która powinna radzić sobie sama bez wsparcia.
Centrum brakuje stabilnej perspektywy finansowej i pewności inwestycyjnej, co uniemożliwia wdrożenie jakiejś strategii lub wizji rozwoju. Zarządzanie kryzysowe panuje tam tak długo, jak pamiętamy, czyli od ponad dwudziestu lat. Nawet jeśli udaje się zdobyć pieniądze z jednego z zespołów, brakuje długoterminowego planu.
Licencja wygasła – przyczyny zatrzymania
Od 1 kwietnia tego roku reaktor Maria stoi w wymuszonej przerwie technologicznej. Głównym powodem jest wygasła licencja od Narodowej Agencji Jądrowej. Bez takiej licencji żaden obwód jądrowy nie może funkcjonować, co oznacza całkowite zawieszenie produkcji izotopów.
Narodowe Centrum Badań Jądrowych złożyło wniosek o nową licencję w sierpniu 2024 roku, wydawałoby się wystarczająco wcześnie. Niestety, wniosek był niekompletny, co doprowadziło do wielomiesięcznego procesu uzupełnień. Regulator jądrowy przedstawił kilkaset uwag merytorycznych i dziesięć razy wezwał do wyjaśnień.
Strefy planowania awaryjnego
Kościami sprzeczności okazały się tak zwane strefy planowania awaryjnego. Są to obszary wokół reaktora, dla których zaplanowane są wcześniej środki ochronne w przypadku wypadku. Określenie tych stref opiera się na nowych przepisach wprowadzonych w 2021 roku, co skomplikowało proces wydawania nowej licencji.
Nawet po wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości, nowa licencja nie została wydana na czas. Przerwa, pierwotnie planowana do 8 maja, została przedłużona. Obecnie zamiast materiałów z Marii, pośredników lub produktów dla leków radiofarmaceutycznych, po prostu kupuje się je od zewnętrznych dostawców, co jest rozwiązaniem tymczasowym i kosztownym.
Podsumowanie sytuacji
Sytuacja reaktora Marii to nie tylko problem techniczny, ale przede wszystkim problem systemowy. To, co się dzieje teraz, nawet nie można nazwać kryzysem, to kliniczna śmierć instytucji, która służy Polsce i światu. Brak stabilnego finansowania i biurokracja regulacyjna doprowadziły do zatrzymania pracy jednej z nielicznych takich jednostek na świecie.
W grudniu 2024 roku reaktor obchodził swoje pięćdziesiąte urodziny, a nie wiemy, czy dożyje pięćdziesiąt pierwszego. Jest to wstyd dla państwa, które nie potrafi zabezpieczyć tak kluczowej infrastruktury. Musimy zadbać o to, by w przyszłości podobna sytuacja nie powtórzyła się.