Informacje, Wiadomości

Małopolskie

Dym w odbycie: historia medycyny heroicznej i klistacji tytoniowej

Kup moją nową książkę! 📚📚📚 7 CZĄSTECZEK 📚📚📚 wejdź na https://siedem.alt.pl 👉 Patronite ► https://patronite.pl/NaukowyBelkot 📚 Moja pierwsza książka ► https://altenberg.pl/geny/ 📚 E-book ► https://tinyurl.com/pnp-ebook 🎧 Mix audio ► http://ratstudios.pl/ === Film o cholerze: 👉 https://youtu.be/B

Wstępujemy do mglistego londyńskiego poranka z XVIII wieku, gdy na brzegu rzeki Tamiza gromadzi się tłum zaniepokojonych przechodniów. Ktoś zauważa ciało pływające bezprzytomnie na falach, co natychmiast uruchamia akcję ratunkową. Na miejscu znajduje się lekarz, który odważnie próbuje ożywić utoniętego, nie tracąc cennego czasu na czekanie na specjalistyczny sprzęt.

Kreatywna reanimacja w epoce braku technologii

Aby nie tracić czasu, wysyłamy jednego z świadków do pobliskiej stacji po niezbędny sprzęt. Kilka lat wcześniej Królewskie Towarzystwo Humanitarne zaopatrzyło liczne stacje przy nabrzeżu w akcesoria do ratowania. Medyk jest na bieżąco z metodami reanimacji, ale nie ma zamiaru czekać na pompę do klisty. Wypycha własną fajkę tytoniem, zapala ją, wciąga dym, rozsuwa nogi utopionego i siłą wstrzykuje dym do odbytu nieszczęśnika.

Medycyna heroiczna i dym jako lekarstwo

Historia z wstępu nie opiera się na konkretnym wydarzeniu, ale mogłaby się zdarzyć. Coś podobnego prawie na pewno miało miejsce w ostatnich dekadach XVIII wieku. Akceptowalny standard w medycynie polegał na stosowaniu dymu tytoniowego, który czasami używano w nietypowy sposób. Lekarze wpadli na pomysł, że jego pobudzające i ogrzewające właściwości mogą pomóc uratować utopionych.

Dym wdychano do płuc, ale podawanie go przez odbytnicę uważano za co najmniej tak samo skuteczne. W 1780 roku wspomniane Królewskie Towarzystwo Humanitarne wyposażało stanowiska dedykowane ratowaniu utopionych w zestawy do klistacji dymem. Znalazliśmy źródła twierdzące, że z powodu braku specjalistycznego sprzętu zdarzało się, że podczas próby ratowania lekarz dmuchał dym do odbytu własnymi ustami.

Czy dym tytoniowy działał jako stymulant?

Nikotyna jest słabym stymulantem w niskich dawkach i może pobudzać produkcję adrenaliny. Gdy jest palona, przechodzi z płuc do mózgu i do krwiobiegu niemal natychmiast, w ciągu zaledwie kilku sekund. Jeśli podawano dym do płuc, mogła mieć łagodne działanie, ale nie wiemy, jaka jest szybkość wchłaniania dymu podawanego przez odbytnicę.

Zdrowy rozsądek i współczesna nauka ogólnie zakładają, że wchłanianie z jelita grubego jest wolniejsze. U kogoś na skraju utonięcia niewielka stymulacja może być niewystarczająca. Zakładamy jednak, że zdarzyło się, że półprzytomny mężczyzna, który nagle został wdychany przez kogoś, mógł wyglądać znacznie bardziej czujnego niż przed użyciem tej procedury.

Wielofunkcyjność klistacji dymem

Kiedy chodzi o tę dziwaczną procedurę, oprócz ratowania utopionych, ta praktyka miała przynieść ulgę w przypadku zaparć, cholerycznej biegunki, bólów brzucha, ale także przeziębienia, bólów głowy czy przepuklin. W niektórych kręgach stosowanie klistacji dymem tytoniowym przetrwało nawet do pierwszej dekady XX wieku.

Końiec ery dymu i początek medycyny opartej na dowodach

Główna część medycznego zawodu zaczęła cofać tę kiedyś chwaloną praktykę, gdy w 1811 roku pewien Benjamin Brody udowodnił, że zbyt dużo nikotyny jest trucizną. Zbyt duża ilość nikotyny może zatrzymać serce, co sprawiło, że klistacja dymem tytoniowym stała się niebezpieczna. Ta praktyka pozostała reliktem romantycznego, nieco heroicznego okresu medycyny, choć dziś w erze medycyny opartej na dowodach to, co działo się 200-300 lat temu, jest trudne do wyobrażenia.

Przez wiele lat, przez wiele tysięcy lat, procedury medyczne w zasadzie nie miały podstaw naukowych. Jak inaczej nazwać porady medyczne zapisane przez Pliniusza, który zalecał tarcie ust zębem lewym słonia w przypadku bólu zęba? Szamanizm i takie metody dominowały, dopóki nauka nie zaczęła dominować w praktyce lekarskiej.

Nasza analiza pokazuje, jak daleko od współczesnej medycyny byli nasi przodkowie. Coś, co dziś brzmi jak absurd, było kiedyś standardem w ratownictwie. Rozumiemy teraz, dlaczego historia medycyny jest tak fascynująca i pełna niespodzianek.

Podsumowując, historia klistacji dymem to dowód na to, że medycyna ewoluowała z doświadczenia w naukę. Dziś nie stosujemy takich metod, ponieważ mamy lepsze narzędzia i wiedzę. Warto jednak pamiętać o tych czasach, by docenić postępy, które dokonały się w ostatnich stuleciach.

Słowa kluczowe

Lokalizacje