Od kilku tygodni obserwuję z nieukrywanym zdziwieniem, jak szybko narracja wokół mojej osoby została zmanipulowana przez lokalne media oraz niektórych przedstawicieli władz miasta. Jako dyrektor Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju zawsze dążyłam do transparentności i pełnego przestrzegania prawa, dlatego milczenie wobec tak poważnych i nieuzasadnionych zarzutów stało się dla mnie niemożliwe. Zrozumiałam, że jeśli nie wyjaśnię sytuacji osobiście, fałszywe informacje staną się trwałym elementem mojego wizerunku publicznego i zawodowego. Chciałabym więc raz na zawsze postawić kropkę nad i w kwestii rzekomego samowolnego podnoszenia mojego wynagrodzenia, które jest głównym pretekstem do rozpoczętej procedury odwołania. Fakty są proste i jednoznaczne: nigdy nie żądałam dla siebie pieniędzy, na które nie miałabym podstawy prawnej wynikającej z umów lub decyzji administracyjnych. Wszystkie moje działania były zgodne z obowiązującymi przepisami oraz regulaminem pracy, który obowiązuje w instytucji kultury prowadzonej przez gminę. Nie akceptuję narracji, która przedstawia mnie jako osobę działającą na szkodę budżetu miasta, tym bardziej że to samorząd ponosi pełną odpowiedzialność za bieżącą kontrolę finansową.
Geneza sporu: czy winna jest dyrekcja?
Cały konflikt wybuchł nagle, gdy burmistrz Piotr Ryba ogłosił zamiar odwołania mnie z zajmowanego stanowiska, powołując się na rzekome nadużycia finansowe i nieprawidłowości w obszarze wynagrodzeń. W mediach lokalnych pojawiły się doniesienia sugerujące, że jako dyrektor sama decydowałam o swoich dodatkowych świadczeniach, co jest kompletną dezinformacją. Proces ustalenia wysokości płacy oraz dodatków w jednostkach samorządu terytorialnego podlega ścisłym regulacjom prawnym i wymaga odpowiedniej dokumentacji podpisywanej przez właściwych organy. W moim przypadku wszystkie decyzje dotyczące wynagrodzenia były wynikiem procedur administracyjnych, które przeprowadzał Urząd Miejski, a nie moje jednostronne działania. To właśnie urzędnicy odpowiedzialni za sprawy kadrowe i finansowe przygotowują papiery, które następnie trafiają na stół burmistrza do podpisu. Jeśli zatem w tych dokumentach znalazły się błędy lub zapisy niezgodne z duchem prawa, to odpowiedzialność za nie spoczywa przede wszystkim na tych, którzy je sporządzili i zatwierdzili.
Rola Urzędu Miejskiego w kształtowaniu wynagrodzeń
Chcę wyraźnie zaznaczyć, że jako dyrektor placówki kultury nie mam kompetencji do samowolnego modyfikowania własnej karty płacowej ani do przyznawania sobie dodatków bez podstawy prawnej. Każdy element mojego wynagrodzenia wynikał z umów o pracę, aneksów oraz decyzji administracyjnych wydanych przez organ wykonawczy miasta i gminy. Burmistrz Piotr Ryba, jako szef Urzędu Miejskiego, podpisywał te dokumenty, co oznaczało jego świadomą zgodę na ich treść i skutki finansowe. Nie można więc twierdzić, że pieniądze wypłacane mi przez lat były wynikiem moich manipulacji, skoro każdorazowo przechodziły one przez filtrowanie służb miejskich. To urzędnicy odpowiedzialni za księgowość i kadry mieli obowiązek sprawdzić, czy dane zapisy są zgodne z budżetem oraz obowiązującymi przepisami prawa pracy. Jeśli doszło do nadpłaty lub błędu w kwalifikacji stanowiska, to jest to wynik niedbalstwa lub rażącej nieuwagi po stronie administracji miejskiej, a nie mojej winy.
Warto też pamiętać, że system kontroli wewnętrznej w samorządzie powinien działać na bieżąco, a nie dopiero wtedy, gdy pojawiają się polityczne powody do rozliczeń. Przez lata pracy w Centrum Kultury regularnie składałam sprawozdania i raporty, które były akceptowane przez przełożonych bez większych zastrzeżeń. Nagłe zmiany tonu i oskarżenia o nadużycia mają charakter selektywny i celowany, co budzi poważne wątpliwości co do ich prawdziwych motywów. Nie jest to zwykła kontrola merytoryczna, lecz działanie skierowane przeciwko konkretnej osobie, która odważyła się realizować wizję kultury niezgodną z oczekiwaniami obecnych władz. Takie podejście jest nieetyczne i narusza zasady dobrego zarządzania publicznym sektorem usług.
Oświadczenie z 24 października: prawda o dokumentacji
W swoim oficjalnym komunikacie z 24 października przedstawiłam szczegółowe wyjaśnienia dotyczące przebiegu sprawozdawczości oraz podstaw wypłat, na które powoływano się w mediach. Podkreśliłam tam, że wszystkie dokumenty płacowe były przygotowywane przez Urząd Miejski i przekazywane do mojej wiedzy, a nie odwrotnie. To kluczowy argument, który obala tezę o moim samowolnym działaniu, ponieważ dowodzi, że inicjatywa leżała po stronie administracji, a nie dyrekcji centrum. W oświadczeniu zwróciłam również uwagę na brak rzetelnej kontroli przed wypłatą środków, co sugeruje systemiczne problemy w funkcjonowaniu urzędu. Nie chodzi tu tylko o moje osobiste wynagrodzenie, ale o szerszy mechanizm, który pozwalał na powielanie błędów przez lata bez interwencji odpowiednich służb. To budzi pytanie, ilu jeszcze innych pracowników mogło być poszkodowanych lub niepopełnionych w wyniku takich nieprawidłowości proceduralnych.
Kwestie odpowiedzialności prawnej burmistrza
Jeśli rzeczywiście doszło do wypłaty środków bez odpowiednich podstaw prawnych, to zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego i przepisami o finansach publicznych, winny jest ten, kto wydał decyzję lub podpisał dokument zlecający płatność. Burmistrz Piotr Ryba jako organ upoważniony do reprezentowania miasta ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za działania swoich podwładnych oraz za dokumentację, którą zatwierdza swoim podpisem. Przesuwanie winy na dyrektora Centrum Kultury jest próbą uniknięcia konsekwencji prawnych i politycznych, które mogą dotknąć władz miasta w przypadku wykrycia większych nieprawidłowości. Takie postępowanie jest niezgodne z zasadami etyki urzędniczej i może zostać zakwestionowane przez sądy administracyjne lub organy kontrolne państwa. Mam nadzieję, że odpowiednie instytucje, takie jak Najwyższa Izba Kontroli czy Rzecznik Praw Obywatelskich, zainteresują się tym przypadkiem i zbadają go w sposób rzetelny i bezstronny.
Moje oświadczenie ma na celu nie tylko obronę mojej czci i godności, ale także przywrócenie sprawiedliwości w ocenie wydarzeń ostatnich miesięcy. Chcę, aby mieszkańcy Krynicy-Zdroju wiedzieli, że spór ten nie dotyczy chciwości dyrektora, lecz rażących błędów administracyjnych popełnionych przez urzędników miejskich. Jestem przekonana, że prawda wyjdzie na jaw i zostanie ukarana odpowiednia strona konfliktu, niezależnie od jej stanowiska politycznego. Doświadczam ogromnego stresu związany z tą sytuacją, ale nie zamierzam cofać się przed prawdą ani milczeć w obliczu oskarżeń. Moje sumienie jest czyste, a dokumenty mówią same za siebie, potwierdzając moją wersję wydarzeń.
Wpływ na życie kultury w Krynicy-Zdroju
Oprócz aspektów prawnych i finansowych, obecnym sporom towarzyszy ogromne napięcie emocjonalne wśród pracowników Centrum Kultury oraz środowiska artystycznego regionu. Wielu twórców i organizatorów wydarzeń kulturowych czuje się niepewnie, nie wiedząc, jakie będą konsekwencje politycznych walk dla przyszłości instytucji, w której pracują lub z którą współpracują. Atmosfera obawy przed represjami może skutecznie stłumić twórczą inicjatywę i zniechęcić artystów do angażowania się w lokalne projekty. Jako dyrektor starałam się stworzyć przestrzeń przyjazną dla sztuki, niezależną od bieżących podziałów politycznych, co zdaje się być niewygodne dla niektórych decydentów. Teraz muszę bronić nie tylko swojej pozycji zawodowej, ale także wartości, które reprezentowałam przez lata pracy na rzecz kulturalnego rozwoju miasta.
Przyszłość Centrum Kultury i dalsze kroki
Nie wykluczam, że sprawa może trafić do sądów, gdzie zostanie rozstrzygnięta kwestia legalności procedury odwołania oraz ewentualnych roszczeń finansowych. Jestem gotowa stawić czoła każdemu postępowaniu i bronić swoich racji przed odpowiednimi organami, licząc na obiektywną ocenę faktów przez niezależnych ekspertów. Jednocześnie apeluję do mieszkańców Krynicy-Zdroju o wytrwanie w oparciu o fakty, a nie emocje czy prowokacyjne doniesienia medialne. Kultury nie można budować na podwalinach intryg i oskarżeń bez dowodów, bo to prowadzi tylko do destrukcji instytucji publicznych. Mam nadzieję, że władze miasta zrozumieją wagę sytuacji i zaprzestaną działań mających na celu dyskredytację profesjonalistów pracujących dla dobra wspólnego. Zależy mi na tym, aby Centrum Kultury pozostało miejscem dialogu, twórczości i spotkań, a nie areną politycznych rozgrywek.
Podsumowując, chcę jeszcze raz podkreślić, że moje wynagrodzenie było wynikiem decyzji administracyjnych podpisanych przez burmistrza, a nie mojej samowoli. Zarzuty wobec mnie są bezpodstawne i mają na celu odwrócenie uwagi od rzeczywistych problemów w zarządzaniu finansami miasta. Będę kontynuować walkę o prawdę i sprawiedliwość, licząc na wsparcie społeczności lokalnej oraz instytucji kontrolnych. Nie pozwolę, aby moja reputacja została zniszczona przez nieprawdziwe informacje rozpowszechniane przez osoby zainteresowane utrzymaniem się przy władzy za wszelką cenę. Czas pokaże, kto miał rację w tym skomplikowanym sporze, ale jestem przekonana, że prawda zawsze wygrywa na dłuższą metę.