W mojej pracy redakcyjnej często spotykam się z mitami historycznymi, które z czasem nabierają rangi niepodważalnych prawd. Rabacja galicyjska, zwana też rzezią galicyjską, jest jednym z takich wydarzeń, które budzą kontrowersje do dziś. W 1846 roku Sądecczyzna stała się areną brutalnych rozliczeń między stanem chłopskim a właścicielami ziemskimi. Przyczyny były złożone: wiekami narastające napięcia społeczne spotkały się z chłodnym kalkulowaniem austriackich urzędników. Ziemianie, zamiast przygotować się do walki z zaborcą, musieli walczyć o przetrwanie przed własnymi poddanymi. To była sytuacja bez wyjścia, gdzie każdy strona czuła się zarówno ofiarą, jak i sprawcą.
Analizując statystyki ofiar, napotykam na ogromne trudności w ich precyzyjnym określeniu. Szacunki mówią o tysiącu do dwóch tysięcy zabitych ludzi, co dla tamtych czasów i skali regionu jest astronomiczną liczbą. Tragedia ta nie dotknęła jednak tylko dworów szlacheckich. W obliczu chaosu, nawet kościół i duchowni stali się celami nienawiści tłumu. Był to okres, gdy tradycyjne hierarchie społeczne zostały całkowicie zdemolowane przez falę przemocy. Nikt nie czuł się bezpieczny, a zaufanie między sąsiadami zostało na zawsze podważone.
Rzeź w Jasiennie: Relacja Nikodema Gojskiego
Przyglądając się konkretnym przypadkom, nie sposób ominąć dramatycznych wydarzeń w Jasiennie. Relacja Nikodema Gojskiego, opublikowana później w "Roczniku Sądeckim", stanowi jeden z najbardziej poruszających dokumentów epoki. Autor opisuje moment, gdy sześciu uzbrojonych chłopów pojawiło się pod oknami mieszkania pana Lissowskiego. Strach ogarnął wszystkich obecnych, którzy w modlitwie szukali ochrony przed nadchodzącym nieszczęściem. Chłopi twierdzili, że zatrzymali uciekiniera, który udawał komisarza cyrkularnego, i przybyli po sprawdzenie faktów.
Gojski z podziwem opisuje moment, gdy pan Lissowski uspokoił chłopów, potwierdzając tożsamość zatrzymanego sekretarza Nittribita. Jednakże atmosfera grozy nie minęła, gdyż wieśniacy przyznali się do otrzymania rozkazu od wójta z Bruśnika. Powiedziano im wyraźnie, by byli gotowi do rabowania dworów i zabijania panów nadejścia świtu. To świadome podżeganie przez lokalne władze dowodzi premedytacji całego zamachu. Gdy nadciągnął 22 lutego 1846 roku, sytuacja stała się krytyczna dla wszystkich mieszkańców majątku.
Decyzja o opuszczeniu Jasiennie była bolesna, ale konieczna dla zachowania życia. Gojski wraz z rodziną i sekretarzem uciekł do Sącza, zostawiając za sobą pana Lissowskiego. Ten ostatni, ufając w łaskę Bożą, postanął pozostać w swoim domu, co przyniosło tragiczne konsekwencje. Jego krewny, Stanisław Zdzieński, który powrócił do domu z obawy o matkę, wpadł w ręce bandy i został okrutnie zamordowany. Los ten mógłby spotkać każdego, kto nie zdążył uciec przed falą nienawiści.
Los Jana Kantego Lissowskiego jest szczególnie wzruszający i przerażający zarazem. Mężczyzna został tak ciężko pobity, że przez osiem tygodni leżał w szpitalu wojskowym bez nadziei na przeżycie. Nawet po wyjściu z szpitala nie odzyskał pełni sprawności fizycznej i miał trudności z chodzeniem. Szczególnie dotkliwy jest opis zachowania córek Lissowskiego, które błagały o życie ojca. Zamiast litości, dziewczyny w wieku od 13 do 17 lat zostały bezlitośnie pociągnięte za włosy i pobite.
Wizja niesienia rannego Lissowskiego na płachcie do szpitala w Sączu pozostaje w mojej wyobraźni jako symbol tej tragedii. Obok niego szły poranione córki, przebrane w wiejskie szaty, co świadczy o całkowitym zdeptaniu godności ludzkiej. To nie były już zwykłe rozliczenia pańszczyźniane, lecz akt czystej, animalnej nienawiści. Świadkowie widzieli, jak prawa i moralność zostają odrzucone na rzecz brutalnego terroru.
Wizyta w Tęgoborzu: Spotkanie z tłumem
Innym przykładem wydarzeń z tamtego okresu jest relacja ks. Antoniego Wieczorka z plebanii w Tęgoborzu. Kapłan opisał moment, gdy około trzystu uzbrojonych chłopów otoczyło jego budynek. Byli to jego własni parafianie, uzbrojeni w kosy, widły i siekiery, co tworzyło przerażający obraz zbiorowej agresji. Ksiądz wyszedł na ganek, aby stawić czoła tłumowi, licząc na siłę swojego słowu i autorytetu religijnego. Widząc ich rozjuszenie, zadał pytanie o cel przybycia, ale nie otrzymał odpowiedzi.
Wieczorek postanowił przemówić do tłumu w sposób religijny, przypominając im o Bożym sądzie. Powiedział, że mogą robić co zechcą, rabować i nawet go zamordować, ale przed Bogiem będą musieli zdać ciężki rachunek. To zdanie miało na chłopów silne oddziaływanie; zaczęli zdejmować czapki i powoli się rozchodzić. Był to moment, gdy religijny strach przed karą boską odparł chwilową furię tłumu.
Niestety, spokój był krótkotrwały, gdyż następnego dnia rana przyniosła nową falę agresji. Ksiądz znowu musiał stawić czoła tłumowi, tym razem używając tych samych argumentów religijnych. Jeden z chłopów oświadczył w imieniu wszystkich, że nie zrobią szkody, ale przeprowadzą rewizję. Pozwolenie na rewizję było warunkiem zapewnienia bezpieczeństwa księdzu i jego mieniu.
Rewizja była niezwykle inwazyjna i dotknęła nawet świątyni, co stanowiło głęboką obrażę dla uczuć religijnych. Sześciu mężczyzn wszedł do kościoła, popatrzyło się wokół i wyszło, nie wyjaśniając, czego szukali. Dla księdza było jasne, że nic świętego ani sprawiedliwego nie miało już znaczenia w oczach tych ludzi. Ostatnie dni lutego stały się dniami ostatniego sądu dla winnych jak i niewinnych.
Wspólne mianownik przemocy
Porównując te dwie relacje, widzę wyraźny wspólny mianownik: całkowity brak poszanowania dla prawa i ludzkiego życia. Zarówno w Jasiennie, jak i w Tęgoborzu, chłopi działali pod wpływem silnych emocji i zewnętrznych podżegań. Austriaccy urzędnicy wykorzystali tę sytuację, aby osłabić pozycję polskiej szlachty, która mogła stać się oparciem dla powstania narodowego. Był to chłodny polityczny interes, który kosztował życie tysięcy niewinnych ludzi.
Warto zauważyć, że przemoc nie była skierowana wyłącznie przeciwko "krzywdzącym" panom. Ofiarami padali również ci, którzy nie mieli nic wspólnego z nadużyciami pańszczyźnianymi. Nawet kościół, który często był schronieniem dla biednych, stał się celem ataków. To świadczy o tym, że rabacja galicyjska była czymś więcej niż tylko rozliczeniem społeczno-gospodarczym.
W kolejnych latach po 1846 roku nastąpiła głęboka zmiana w relacjach społecznych. Chłopi stracili zaufanie ze strony innych grup społecznych, a ziemiaństwo stało się bardziej ostrożne i zamknięte. Trauma tych wydarzeń prześladowała region przez dziesięciolecia, wpływając na dalszy rozwój społeczny i gospodarczy Sądecczyzny.
Dziś, patrząc na te wydarzenia z perspektywy czasu, możemy oceniać winy wszystkich stron. Chłopi byli ofiarami wieków ucisku, ale też sprawcami brutalnych morderstw. Ziemiaństwo często było obojętne na los poddanych, co przyczyniało się do narastania nienawiści. Austriacy zaś byli manipulatorami, którzy dla własnych celów politycznych napuścili jeden lud na drugi.
Moim zadaniem jako redaktora jest przypomnienie tych faktów, aby nie zapadały one w niepamięć. Historia uczy nas, że przemocy nigdy nie da się usprawiedliwić, niezależnie od przyczyn jej powstania. Rabacja galicyjska to czarna kartka w historii Polski, która wymaga ciągłego przemyślenia i analizy.
Refleksja nad tymi wydarzeniami pomaga nam lepiej zrozumieć dzisiejsze relacje społeczne i znaczenie prawa oraz dialogu. Bez tych mechanizmów społeczeństwo może łatwo zapadać w chaos i brutalność, jak to miało miejsce w lutym 1846 roku na Sądecczyźnie.