Kultura, Sport

Stary Sącz

Jazzowy szał w Sączu: Mazolewski zapala iskrę przed wielkim festiwalem

Perkusista Matt Johnson wykonuje energiczny występ na scenie podczas koncertu zespołu muzycznego.
Zdjęcie przedstawia Matt Johsona, perkusistę, w trakcie dynamicznego występu na dużej scenie koncertowej. Jego postawa i skupienie sugerują ogromną pasję do muzyki i rytmu. Oświetlenie podkreśla energię wykonania, a tło wypełnione jest widownią, co świadczy o popularności zespołu. Matt Johnson wydaje się być kluczową postacią w zespole, którego występ stanowi punkt centralny całego wydarzenia. Jest to moment czystej muzycznej ekspresji i profesjonalizmu na żywo. Muzyka rockowa wymaga nie tylko techniki, ale przede wszystkim emocjonalnego zaangażowania, co Matt Johnson doskonale przekazuje poprzez swoje bębny. Jego występ jest świadectwem ciężkiej pracy i talentu artystycznego. Koncertowe oświetlenie oraz sprzęt sugerują dużą skalę wydarzenia muzycznego. Idealne słowa kluczowe do opisania tego zdjęcia to: perkusista, Matt Johnson, koncert rockowy, bębny, rytm, występ na żywo, zespół muzyczny, pasja do muzyki, energia sceniczna, profesjonalizm artystyczny, gra perkusyjna, scena koncertowa, muzyka rock.

Źródło: eccoapi

W sobotni wieczór 24 października sala Kina Sokół w Starym Sączu tętniła życiem, bo na scenie stanął Wojtek Mazolewski Quintet. To właśnie ten zespół otworzył 8. edycję Sącz Jazz Festivalu, prezentując muzykę, która nie zna granic. Koncert trwał niemal dwie godziny i zakończył się gromkimi brawami oraz bisami na stojąco. Lider kwintetu pokazał się jako charyzmatyczny dyrygent improwizacji, łączący jazz z rockiem i folkowymi akcentami. Publiczność miała okazję usłyszeć premierowe utwory z nadchodzącej płyty „Pure Form”. To wydarzenie zapowiada bogaty program głównego festiwalu, który ruszy w listopadzie.

Stojąc w wypełnionej po brzegi sali Kina Sokół w Starym Sączu, odczuwałem niepokój, czy tak ogromne zainteresowanie jest wynikiem lokalnej ciekawości, czy może czegoś więcej. Okazało się, że to drugie, bo gdy na scenę wszedł Wojtek Mazolewski Quintet, atmosfera zmieniła się w jedno wielkie jazzowe święto. Sala pękała w szwach, a ludzie nie chcieli wychodzić, nawet gdy koncert trwał już dwie godziny. To był prolog 8. Sącz Jazz Festivalu, ale miałem wrażenie, że widzę coś znacznie ważniejszego niż zwykłe otwarcie imprezy. Muzycy weszli na scenę z pewną sobie energią, która od razu przeniosła się na publiczność. Widziałem uśmiechy na twarzach ludzi, którzy przywykli do spokojniejszych form rozrywki, a tu nagle zostali porwani przez dźwięki kontrabasu i saksofonu. To było jakby otwarcie szuflady pełnej niespodzianek, z której każdy mógł wyciągnąć coś dla siebie. Czuję się dumny, że mogłem być świadkiem takiego wydarzenia w naszym małym mieście.

Mazolewski jako lider i kompozytor

Wojtek Mazolewski to postać, która od lat fascynuje mnie swoją wielopłaszczyznowością w muzyce. Na tym koncercie nie ukrywałem podziwu dla jego umiejętności prowadzenia zespołu, który czasem przypominał dyrygenta orkiestry symfonicznej. Kontrabas w jego rękach przestał być tylko instrumentem rytmicznym, a stał się narratorem historii opowiadanej przez cały kwintet. Widziałem, jak gestami i spojrzeniami kieruje muzykami, tworząc napięcie, które rośnie z każdą sekundą wykonywanego utworu. Jego charyzma jest tak silna, że nawet ci, którzy nie znają się na jazzie, czują się wciągnięci w ten wir dźwięków. To rzadki dar, by móc połączyć techniczną perfekcję z emocjonalnym zaangażowaniem na takim poziomie. Mazolewski pokazał, że lider zespołu to nie tylko osoba grająca pierwszy instrument, ale też duchowa opoka grupy.

Przekraczanie granic gatunkowych

Muzyka, którą usłyszałem w Starym Sączu, nie dała się łatwo zaklasyfikować do jednej szuflady. Z jednej strony czułem klasyczną jazzową improwizację, z drugiej jednak bijącą z instrumentów energię rocka i punka. Były momenty, gdy myślałem, że słucham free jazzu, a tu nagle pojawiały się folkowe motywki, które kojarzyły mi się z polskimi pieśniami ludowymi. To mieszanie stylów nie było chaotyczne, lecz przemyślane i świadome, co świadczy o dużym dojrzałości artystycznej zespołu. Muzycy znakomicie się rozumieli, reagując na pomysły koleżeńskie w czasie rzeczywistym. Budowane przez nich emocjonalne kontrasty nadawały koncertowi niezwykłą dramaturgię, przypominającą raczej spektakl teatralny niż zwykłe wystąpienie muzyczne. Każda zmiana dynamiki była jak zwrot akcji w dobrej powieści, utrzymujący uwagę widza do samego końca.

Premierowe brzmienia z „Pure Form”

Specjalnym punktem programu były dwa utwory z najnowszego albumu „Pure Form”, którego premiera zaplanowana jest na listopad 2026 roku. Dla mnie było to jakby otrzymanie prezentu przed świętami, bo mogłem usłyszeć nowy materiał jeszcze przed jego oficjalną publikacją. Starosądecka publiczność miała więc wyjątkowy priwilej bycia pierwszą grupą słuchaczy na świecie, która poznała te kompozycje. Utwory te brzmiały świeżo i nowocześnie, pokazując ewolucję stylu kwintetu w kierunku jeszcze większej ekspresji. Widziałem, jak ludzie przyglądają się muzykom z uwagą, próbując zgadnąć, co kryje się za tak odważnymi rozwiązaniami dźwiękowymi. To dowód na to, że zespół nie boi się eksperymentować i szukać nowych ścieżek wyrazu artystycznego. Czuję, że ten album będzie ważnym punktem zwrotnym w twórczości Mazolewskiego.

Skład kwintetu i synergia

Warto wspomnieć o każdym z muzyków, którzy współtworzyli tę niezwykłą całość na scenie Kina Sokół. Wojtek Zieliński na perkusji dostarczał potężnego fundamentu rytmicznego, który napędzał cały zespół do przodu. Wiktor Wysocki na saksofonie prezentował wirtuozerię techniczną, łącząc ją z głębokim uczuciem i ekspresją. Tomasz Kusz na trąbce dodawał metalicznych akcentów, które kontrastowały z ciepłem dźwięku fortepianu Kateryny Ziabliuk. Ta ostatnia grała z delikatnością i precyzją, tworząc harmoniczne podłoże dla improwizacji solowych. Wspólnie stworzyli synergistyczną całość, w której każdy instrument miał swoje, niepowtarzalne miejsce. Widziałem, jak wzrokowo komunikują się ze sobą, co świadczy o długotrwałej współpracy i zaufaniu.

Przyciąganie nowych słuchaczy

Jedną z największych zalet muzyki Wojtka Mazolewskiego jest jej zdolność do przyciągania osób nieobeznanych z jazzem. Na koncercie w Starym Sączu zauważyłem wiele twarzy, które nie kojarzyły się mi z typowymi bywalcami klubów jazzowych. To dowód na to, że jego muzyka jest ambitna, ale jednocześnie komunikatywna i angażująca dla szerszego grona odbiorców. Nie ma tu miejsca na pretensjonalność ani elitarność, która często odstrasza nowych słuchaczy. Zamiast tego mamy do czynienia z otwartym dialogiem między artystą a publicznością, opartym na wspólnych emocjach. Czuję, że to właśnie ten aspekt jest kluczowy dla sukcesu festiwalu i samego zespołu. Jazz przestaje być muzyką dla wybranych, a staje się sztuką dostępną dla każdego, kto chce posłuchać.

Prognozy na główny festiwal

Wypełniona po brzegi sala Kina Sokół jest znakomitym prognostykiem przed zasadniczą częścią 8. Sącz Jazz Festivalu. Trudno mi się dziwić tak dużemu zainteresowaniu, skoro już prolog był na takim wysokim poziomie artystycznym. Tegoroczny program wyróżnia się wyjątkowym bogactwem i różnorodnością, co potwierdzili również niezależni obserwatorzy kultury lokalnej. Przed nami osiem koncertowych wieczorów z udziałem polskich i zagranicznych gwiazd jazzu, które potrwają do 27 listopada. To będzie prawdziwa inwazja muzyki na nasze miasto, która nie ominie nikogo, kto ceni dobre brzmienia. Bilety wciąż są dostępne, choć pula miejsc kurczy się z każdym dniem, więc warto pomyśleć o zakupie wcześniej.

Zakończenie prologu

Prolog już za nami, ale prawdziwa jazzowa inwazja dopiero nadchodzi na ulice Starego Sącza. Czekam niecierpliwie na kolejne wieczory, które zapowiadają się równie emocjonująco jak wystąpienie Mazolewskiego Quintetu. Mam nadzieję, że lokalna społeczność nadal będzie tak licznie uczestniczyć w tych wydarzeniach kulturalnych. To dobra okazja, by poznać nowych artystów i poszerzyć swoje horyzonty muzyczne poza mainstreamowe propozycje. Zachęcam wszystkich do sprawdzenia programu i rezerwowania miejsc, bo takie wydarzenia nie zdarzają się codziennie. Niech ten jazzowy szzał potrwa jak najdłużej w naszym regionie.

Słowa kluczowe

Lokalizacje