Warto zacząć od ustalenia podstawowych faktów dotyczących losów dzieła sztuki w czasie okupacji niemieckiej. Po raz pierwszy na taką skalę zaplanowano systematyczne grabieże dzieł sztuki w Europie. Kilka miesięcy przed niemieckim atakiem na Polskę naukowcy i historycy sztuki z Berlina, Wrocławia oraz Königsberga zaczęli odwiedzać polskie centra kultury. Pod pozorem przyjaznej współpracy gromadzili oni szczegółowe informacje i prowadzili listy dzieł, które planowali zabrać natychmiast po wkroczeniu swoich wojsk.
Plany Muzeum Fuhrera w Linzu
Niestety, oficjalnym powodem nie były grabieże, lecz rzekoma ochrona dzieł. Dekret Hansa Franka z 15 listopada 1939 roku nie pozostawiał złudzeń co do prawdziwych zamiarów okupantów. Wszystkie ruchomości i nieruchomości byłego państwa polskiego miały zostać skonfiskowane w celu ochrony bezcennych obiektów, co w rzeczywistości było kradzieżą w majestacie bezprawia. Najwspanialsze dzieła miały zostać wysłane do zaplanowanego Muzeum Fuhrera w Linzu, które nigdy nie powstało w zamierzonym kształcie.
Wielka Trójka w skrzyni LRR
Muzeum Czartoryskiego podjęło środki ostrożności przeciwko kradzieży swoich dzieł już w lipcu 1939 roku. Wtedy podjęto decyzję o umieszczeniu trzech najcenniejszych obrazów, tak zwanych Wielkiej Trójki, w jednej skrzyni oznaczonej inicjałami LRR. Skrzynię tę transportowano wraz z innymi towarami do Pałacu Czartoryskich w Sieniawie, gdzie miały one zostać bezpiecznie przechowane.
Jednak od momentu przybycia do Sieniawy szczęście obrazów przestało być po ich stronie. Już 17 września 1939 roku jednostka Wehrmachtu wkroczyła do pałacu. Gospodyni Czartoryskich zauważyła dzień później, że Niemcy wtargnęli do piwnic, skradli kosztowności i rozbili skrzynię z inicjałami LRR, ale nie skradli samych obrazów. Dlatego podjęto decyzję o ponownym transportie obrazów, tym razem do Rzeszowa.
Transport do Krakowa i niejasności
Od momentu transportu do Rzeszowa losy dzieł stały się jeszcze bardziej skomplikowane. Dr Kajetan Mylman dowiedział się o ich istnieniu i działając w imieniu Marszałka Rzeszy, zaczął grabić polskie dzieła sztuki. Jednak głównym problemem było to, że Muzeum Linz, do którego miały zostać dostarczone te obrazy, nie istniało w tamtym czasie.
Podjęto kolejną decyzję o transportie skrzyni do Krakowa, gdzie miała się nią opiekować dr Hans Frank, Gubernator Generalny. Wtedy obrazy wielokrotnie podróżowały do Berlina, do Wrocławia, ponownie do Berlina i ponownie do Krakowa. I od tego momentu zaczyna się seria niejasnych zdarzeń, które do dziś budzą pytania badaczy.
Wyzwolenie i ewakuacja
Sytuacja dramatycznie zmieniła się, gdy armia sowiecka zajęła Lwów i zaczęła się zbliżać do innych terenów. Wtedy dr Hans Frank otrzymał złe wiadomości o zbliżających się Sowietach. Musieli natychmiast rozpocząć ewakuację dzieł, które zebrali, szukając bezpiecznego miejsca przed hordami sowieckimi. W imieniu wynajmowanego pałacu, który zostawił w Dolnym Śląsku, ogłoszono gotowość do transportu dzieł sztuki w dowolnym czasie.
W tym momencie historia portretu Rafaela staje się jeszcze bardziej zagadkowa. Obrazy musiały być szybko przewiezione w bezpieczne miejsce, ale brakowało czasu i środków na przeprowadzenie tak trudnej operacji logistycznej. Wiele dzieł zostało zniszczonych lub zaginionych w trakcie tych chaotycznych ewakuacji.
Poszukiwania i brak śladów
Dziś poszukiwania portretu młodego mężczyzny Rafaela Santi są jednym z największych zagadek polskiej sztuki. Jego los ujął wyobraźnię wielu skarbogronów przez ponad 70 lat, a od tamtej pory coraz więcej śladów zostało wymazanych. Jest coraz mniej świadków, a obrazu nadal nie ma, co czyni tę historię jeszcze bardziej fascynującą i smutną.
Podsumowanie zagadki
Niestety, od tamtej pory coraz więcej śladów zostało wymazanych z historii sztuki. Jest coraz mniej świadków, a obrazu nadal nie ma, co sprawia, że poszukiwania są trudniejsze niż kiedykolwiek. Mamy nadzieję, że kiedyś uda się odnaleźć zaginiony portret i przywrócić mu należne miejsce w historii polskiej sztuki.