Jesteśmy świadkami bezprecedensowych protestów, które dotychczas dotyczyły głównie kwestii płac. Tym razem jednak naukowcy zwracają uwagę na coś znacznie poważniejszego niż brak funduszy budżetowych. Sytuacja polskiej nauce grozi całkowitym upadkiem systemowym, co prowadzi do marginalizacji naszego kraju w globalnej rywalizcji o innowacje.
Brak cyrkulacji umysłów
Zamiast naturalnego przepływu wiedzy i idei między krajami, obserwujemy ucieczkę mózgu. Polscy badacze nie mają możliwości rozwoju w kraju ze względu na złe warunki pracy i finansowe ograniczenia. To nie jest kwestia braku polskiego geniuszu, bo mamy go ogromne zapasy.
Model finansowania jako przyczyna
Głównym problemem jest sposób, w jaki organizujemy badania naukowe oraz kulturę pracy w tym sektorze. Dopóki nie zmienimy struktury kosztów i priorytetów, najlepsi specjaliści będą szukać kariery za granicą.
Porównanie z liderami Europy
Nasze wydatki na B+R wahają się wokół 1,3% PKB. Dla porównania, Finlandia czy Niemcy inwestują ponad trzykrotnie więcej w rozwój naukowy i technologiczny.
- Finlandia: powyżej 3% PKB
- Niemcy: powyżej 3% PKB
- Polska: około 1,2-1,5% PKB
Koszt biurokracji w nauce
Wielkie pieniądze trafiają nie do badaczy, lecz na obsługę administracyjną. To zjawisko jest charakterystyczne dla wielu systemów edukacyjnych i naukowych na świecie.
Czy to los czy wybór?
Mimo że politycy często mają stopnie naukowe, decyzje o alokacji środków są podejmowane w sposób niekorzystny dla rozwoju. Myślę, że jest to wynik braku kompetencji lub lenistwa, a nie celowego planu.