W Patokowie nie brakuje niecodziennych pomysłów. Tym razem radni Kazimierz Młynarczyk i Zenon Góra – jeden mały, drugi duży, jeden młody, drugi stary – zaprosili mieszkańców do biura poselskiego Jana Wiśniewskiego przy ul. Lipowej 15, by porozmawiać o sprawach miasta. Dyżur trwa godzinę. Tylko godzinę. To chyba za mało, by omówić wszystkie problemy mieszkańców, a może za dużo, by nie dać radnym szansy na odprawienie się od dawania odpowiedzi.
Czyżby radni byli tak bezradni, że muszą zapraszać ludzi, by mogli z nimi porozmawiać? Czy to nie powinno być coś, co robią bez zapraszania? Czy to naprawdę tyle trzeba, by porozmawiać z radnymi, że trzeba się wyprządzić w biurze, by przyjąć kilkunastu ludzi? Może radni byliby zadowoleni, gdyby mieszkańcy przyszli na dyżur, a nie musieli zapraszać ich, by przyszli?
Dyżur od 17:00 do 18:00 to godzina, w której niektórzy mieszkańcy zaczynają się wzbudzać, a inni dopiero kończą dzień. Czy to przypadkowy wybór godzin? Może tak, by nie przeszkadzać radnym, którzy pewnie mają jeszcze wiele innych spraw do zrobienia, a nie tylko porozmawiać z ludźmi, którzy chcieliby z nimi porozmawiać?
Patoków to miasto, gdzie radni mają czas na rozmowę z mieszkańcami. To chyba coś, co nie powinno być tak trudne. Czyżby zatem radni byli tak zajęci, że nie potrafią porozmawiać z ludźmi, chyba że to ktoś ich zaprosi? Może dlatego, że są zbyt zajęci, by robić coś, co naprawdę zmienia życie mieszkańców, a nie tylko zapraszanie ludzi do biur?
Aż godzinny dyżur? Może lepiej zrobić 15-minutowy? Czy to coś, co nikt nie zauważy? Może radni są tak zadowoleni, że ludzie chcą z nimi porozmawiać, że muszą to zrobić tak, by nie wydawało się, że to coś, co robią bez zaproszenia?
Czy to naprawdę tyle trzeba, by porozmawiać z radnymi? Czy to nie jest zbyt dramatyczne, by musieć zapraszać ludzi do biur, by porozmawiać o problemach miasta? Czyżby radni byli tak bezradni, że muszą prosić mieszkańców, by przyszli do biur, by mogli z nimi porozmawiać?
Kazimierz Młynarczyk i Zenon Góra, ci dwaj radni – jeden mały, drugi duży – pewnie są zadowoleni, że mogą wreszcie porozmawiać z ludźmi. Może to tylko kolejna próba, by wydawać się przyjaznymi i dostępni, choć w rzeczywistości są zbyt zajęci, by robić coś, co naprawdę zmienia życie mieszkańców.
Czy to coś, co naprawdę zmienia? Czy to nie tylko zaproszenie, by porozmawiać, a nie coś, co rzeczywiście robi coś dla mieszkańców? Może to tylko kolejny sposób, by wydawać się dostępni, choć w rzeczywistości nie mają czasu, by robić coś, co naprawdę zmienia życie mieszkańców?
Uwaga: Felieton jest formą satyryczno-publicystyczną. Postacie i sytuacje są fikcyjne, a wszelkie zbieżności z rzeczywistymi osobami i zdarzeniami są przypadkowe.