Sięgam pamięcią do momentu, w którym na scenie w Starym Sączu opadły zasłony po trzydziestu latach nieprzerwanej działalności festiwalowej. To nie był zwykły koniec sezonu, lecz prawdziwy jubileusz, który wymagał odpowiedniego zwieńczenia. Atmosfera panująca w hali była niezwykle ciepła i pełna wzruszeń, ale przede wszystkim śmiechu. Artyści, którzy stanęli na deskach tego dnia, to żywe legendy polskiej sceny teatralnej. Ich obecność sama w sobie stanowiła wydarzenie, które przyciągnęło uwagę nie tylko lokalnych miłośników sztuki.
W centrum uwagi znalazła się formacja „Tercet, czyli Kwartet”, która zaskoczyła wszystkich swoją lekkością i dowcipem. Hanna Śleszyńska, znana z wielu ról komediowych, weszła na scenę z charakterystycznym uśmiechem, od razu rozładowując napięcie przed występem. Obok niej stanął Piotr Gąsowski, którego głos i prezencja zawsze potrafią zachwycić publiczność nawet bez słów. Trzecim filarem tego niezwykłego trio był Robert Rozmus, mistrz improwizacji i głębszej refleksji ukrytej pod warstwą humoru. Razem stworzyli chemiczną reakcję, która była widoczna gołym okiem dla każdego obserwatora.
Występ ten nie miał charakteru typowego spektaklu teatralnego w rozumieniu klasycznym. Był to raczej swobodny koncert anegdot, wspomnień i żartów, które łączyły artystów z widownią na zupełnie innym poziomie. Każdy z nich opowiadał historie ze swojego życia zawodowego, często nawiązując do wspólnych przeżyć lub legendarnych momentów w historii polskiego teatru. Śmiech rozlegał się nieprzerwanie, tworząc ścianę dźwięku, która unosiła wszystkich obecnych w sali na wyżyny emocjonalne.
Specjalnym odbiorcami tego przedstawienia byli sponsorzy i partnerzy festiwalu, którzy przez trzy dekady wspierali tę inicjatywę. To właśnie dzięki ich zaangażowaniu mogło dojść do istnienia takiego wydarzenia kulturalnego jak Jesienny Festiwal Teatralny w Starym Sączu. Artyści wyrazili im wdzięczność nie tylko słowami, ale przede wszystkim energią i pasją, z jaką podchodzili do każdego żartu czy anegdoty. Był to moment uznania dla osób, które często pozostają w cieniu, a bez których impreza nie byłaby możliwa.
Patrząc na ten finał, trudno nie poczuć dumy z faktu, że Stary Sącz jest miejscem, gdzie sztuka teatralna ma tak silne korzenie. Trzydzieści lat to bardzo długi czas w skali wydarzeń kulturalnych, zwłaszcza tych regionalnego zasięgu. Festiwal przetrwał zmiany polityczne, gospodarcze i społeczne, zachowując przy tym swoją tożsamość i misję promowania teatru na Sądecczyźnie. Każda edycja wnosiła coś nowego, ale jednocześnie szanowała tradycje poprzednich lat.
Hanna Śleszyńska w swoim występie pokazała, że wiek nie jest przeszkodą dla kreatywności i humoru. Jej opowieści były pełne ciepła i życzliwości, co sprawiło, że publiczność czuła się jak przy stoliku z najlepszymi przyjaciółmi. Nie brakowało też momentów wzruszenia, gdy artystka wspominała o ludziach, którzy odeszli, ale zostawili trwały ślad w jej karierze. To połączenie smutku i radości tworzyło niezwykle ciekawy portret kobiety, która pokochała scenę całym sercem.
Piotr Gąsowski z kolei zadziwił swoją wszechstronnością, przełączając się płynnie między rolami narratora, aktora i komika. Jego obecność dodawała występowi elegancji, która często towarzyszy jego filmowym kreacjom. Widzowie mieli okazję zobaczyć go w mniej formalnym wydaniu, co było prawdziwą rzadkością dla fanów tego wybitnego artysty. Śmiech, który wywoływał, był naturalny i nieprzymusowany, co świadczy o jego ogromnym talencie scenicznym.
Robert Rozmus zamykał ten trójkąt doskonałości swoim charakterystycznym stylem opowiadania historii. Jego głos, pełen barw i niuansów, potrafił przenosić słuchaczy w inne czasy i miejsca jednym zdaniem. Nie brakowało również refleksji nad rolą teatru w społeczeństwie współczesnym, co dodawało głębi temu pozornie lekkiemu wydarzeniu. Rozmus udowodnił, że humor może być narzędziem do przekazywania ważnych przesłań i wartości.
Finałowy występ „Tercetu, czyli Kwartetu” był idealnym podsumowaniem jubileuszowej edycji festiwalu. Pokazał, że teatralne emocje mogą przybierać różne formy, nie tylko dramatyczne czy tragiczne. Czasami wystarczy dobry żart, wspólna historia i miłość do sceny, aby stworzyć coś wyjątkowego. Publiczność w Starym Sączu miała okazję przeżyć wieczór, który zapadnie jej w pamięć na długie lata.
Warto też wspomnieć o tym, jak ważne jest wsparcie lokalnej społeczności dla takich inicjatyw kulturalnych. Bez zaangażowania mieszkańców festiwal nie mógłby osiągnąć tak wysokiego poziomu artystycznego i organizacyjnego. Stary Sącz stał się symbolem tego, że małe miasto może być centrum kultury o znaczeniu ponadregionalnym. To przykład do naśladowania dla innych miejscowości w Polsce.
Zamykając rozdział trzydziestego festiwalu, czuję ogromną satysfakcję z tego, co udało się osiągnąć przez ostatnie trzy dekady. Artyści, organizatorzy i widzowie stworzyli razem coś więcej niż tylko serię wydarzeń kulturalnych. Stworzyli wspólnotę ludzi połączonych miłością do teatru i sztuki w ogóle. Mam nadzieję, że tradycja ta będzie kontynuowana z tym samym zaangażowaniem i pasją w przyszłych latach.
Podsumowując, finał 30. Jesiennego Festiwalu Teatralnego w Starym Sączu był prawdziwym świętem teatru. Gwiazdy polskiej sceny rozbawiły publiczność, ale też poruszyły jej serca swoimi opowieściami i występami. To wydarzenie pokazało siłę sztuki, która potrafi łączyć ludzi niezależnie od ich wieku czy wykształcenia. Mam nadzieję, że kolejne edycje będą równie udane i pełne tak niezwykłych emocji.