Kultura, Informacje

Nowy Sącz

Jak pożegnałem 30. edycję festiwalu w Starym Sączu: od absurdu po francuski humor

Scena teatru plenerowego na ulicy w Nowym Sączu, gotowa do spektaklu z widownią i dekoracjami.
Ujęcie przedstawia pełną scenę teatru plenerowego usytuowaną na urokliwej ulicy w Nowym Sączu. Scena jest bogato udekorowana, a oświetlenie sugeruje nadchodzące wydarzenie artystyczne. Przed sceną widoczna jest duża i zaangażowana publiczność, która oczekuje na spektakl. Tło stanowi historyczna architektura miasta, co dodaje unikalnego klimatu całemu wydarzeniu. Jest to manifestacja kultury i sztuki, pokazująca potencjał Nowego Sącza jako centrum kulturalnego. Wydarzenie jest częścią festiwalu lub imprezy plenerowej, przyciągającej mieszkańców i turystów.

Źródło: eccoapi

Ostatni weekend XXX Jesiennego Festiwalu Teatralnego w Starym Sączu przyniósł dwa spektakle, które zapisały się w historii tego wydarzenia. Widzowie mieli okazję zobaczyć zarówno klasyczny dramat Becketta, jak i pełną humoru komedię francuską. To był idealny finał dla jubileuszowej edycji, która została uznana za jedną z najlepszych w dotychczasowej historii festiwalu. Całe trzytygodniowe święto teatru obfitowało w różnorodne propozycje artystyczne i wiele wzruszeń.

Stojąc na scenie Teatru Robotniczego im. Bolesława Barbackiego, czułem ten szczególny ciężar odpowiedzialności, jaki spoczywa na organizatorach jubileuszowych wydarzeń kulturalnych. Trzydzieści lat to imponujący czas dla festiwalu, który stał się nieodłącznym elementem sądeckiej jesieni i przyciąga miłośników teatru z całego regionu. Ostatnie dni XXX edycji były dla mnie okazją do podsumowania tego, co najlepsze w polskim życiu scenicznym ostatnich miesięcy. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że program przygotowany przez Centrum Kultury i Sztuki im. Ady Sari był wyjątkowo staranny i przemyślany w każdym calu. Publiczność, która wypełniała sale po brzegi, nagradzała artystów owacjami na stojąco, co jest najlepszym dowodem na sukces całego przedsięwzięcia.

Filozoficzne czekanie i beznadzieja

Pierwszym spektaklem, który zagościł w naszym teatrze w ostatnim weekendzie, była legendarna „Czekajka na Godota” Teatru Narodowego w Warszawie. Reżyseria Piotra Cieplaka nadała tej klasycznej już dla teatru absurdu sztuce Samuela Becketta nowy, niezwykle sugestywny wymiar. Na scenie widzieliśmy znakomitych aktorów: Mariusza Benoit jako Estragona oraz Jerzego Radziwiłowicza w roli Vladymira, którzy z poruszającą siłą oddawali beznadziejność swoich postaci. Ich codzienne czekanie na kogoś, kto nigdy nie przychodzi, stało się metaforą ludzkiej egzystencji i poszukiwania sensu w pozornie pustym świecie. Codzienne powtarzanie tych samych gestów i słów było dla mnie jako widza niezwykle męczące, ale jednocześnie hipnotyzujące.

W rolach drugoplanowych wystąpili Bartłomiej Bobrowski jako Lucky oraz Cezary Kosiński w roli Pozzo, tworząc fascynujący duet, który kontrastował z głównymi bohaterami. Historia dwóch włóczęgów, którzy upatrują szansy na lepsze życie w spotkaniu tajemniczego Godota, jest opowieścią o ludzkiej wytrwałości wobec niepewności. Chłopiec-pasterz, który przynosi im nadzieję na rychłe przybycie swojego pana, staje się symbolem iluzji, z którą musimy żyć każdego dnia. Mimo prób popełnienia samobójstwa czy ucieczki, bohaterowie pozostają w tym samym miejscu, skazani na wieczne czekanie i refleksję nad własną kondycją.

Spotkanie z twórcami dramatycznej wizji

Po długo oklaskiwanym przedstawieniu odbyło się tradycyjne już spotkanie z artystami, które poprowadził dyrektor artystyczny festiwalu Janusz Michalik. Aktorzy podzielili się swoimi przemyśleniami na temat trudności w grze rolami tak abstrakcyjnymi i wymagającymi ogromnego zaangażowania emocjonalnego. Byłem pod wrażeniem tego, jak głęboko przeżyli oni losy swoich postaci i jak autentycznie przekazali tę beznadzieję widzom. Dyskusja dotyczyła nie tylko samego spektaklu, ale także współczesnej interpretacji dzieł Becketta w kontekście dzisiejszych czasów. To była chwila ciszy i skupienia, która idealnie kontrastowała z poprzedzającymi ją gromkie oklaski publiczności.

Francuski humor i smak życia

Zupełnie innym klimatem oddziałowała na nas „Degustacja” stołecznego Teatru Kwadrat, która zamknęła festiwal dużą dawką ciepłego humoru znad Sekwany. Sztuka Ivana Calbéraca w reżyserii Jakuba Przebindowskiego to opowieść o winie, miłości i refleksjach nad życiem, pełna inteligentnych dialogów i zabawnych sytuacji. Głównymi bohaterami byli Tomasz Schimscheiner jako Jacques, właściciel sklepu z winem szukający pocieszenia po tragicznym wypadku sprzed lat, oraz Katarzyna Glinka w roli Hortense pragnącej macierzyństwa. Ich relacje były przeplatane występami innych znakomitych aktorów, takich jak Jan Butruk, Andrzej Grabarczyk czy Jacek Łuczak.

Na scenie panowała atmosfera francuskiego salonu, gdzie dyskusje o smaku, zapachu i pochodzeniu wina przenikały się z rozmowami o miłości i człowieczeństwie. Widzowie śmieli się do łez, ale jednocześnie czuli ten ciepły optymizm, który promieniował z każdego gestu aktorów. Byłem pod wielkim wrażeniem charyzmy Katarzyny Glinki, która zagrała swoją postać z niezwykłym wdziękiem i subtelnym poczuciem humoru. Po spektaklu odbyło się czwarte już spotkanie z artystami podczas festiwalu, gdzie aktorka odpowiedziała na pytania publiczności dotyczące procesu twórczego.

Wizyta ambasadora festiwalu

Teatr Kwadrat ma niezwykle długą i owocną historię współpracy z Jesiennym Festiwalem Teatralnym w Starym Sączu, liczącą aż dwadzieścia sześć wizyt. Przez lata ambasadorem tej sceny był aktor Maciej Kujawski, który z niezwykłym ciepłem otaczał zainteresowaniem sądeckie wydarzenia kulturalne. Jego wkład w promocję teatru na regionie jest nieoceniony i pamiętamy go za wiele pięknych chwil spędzonych razem na deskach naszego teatru. Obecna edycja była więc hołdem nie tylko dla sztuki, ale także dla ludzi, którzy przez lata budowali tę tradycję współpracy między stolicą a Sądecczyzną. Czułem dumę z faktu, że możemy gościć tak renomowane zespoły w naszym małym, ale pełnym serca mieście.

Sądeckie Diamenty i lokalne korzenie

Osobnym rozdziałem festiwalu było wydarzenie pod nazwą „Sądeckie Diamenty”, które uhonorowało aktorów wychodzących z łon Teatru Robotniczego w Nowym Sączu. Na scenie stanęli tacy artyści jak Karolina Chapko, Paulina Chapko, Katarzyna Zielińska czy Przemysław Tejkwski, którzy swoje pierwsze kroki stawiali właśnie tutaj. Ich wspólny mentor, Janusz Michalik, stał się centrum uwagi podczas tego wzruszającego benefisu, w którym goście śpiewali, recytowali i bawili publiczność anegdotami ze swoich teatralnych juweniliów. Byłem deeply poruszony tymi chwilami, które pokazały, jak bardzo ważna jest lokalna scena dla kształtowania karier artystycznych.

Wielu z tych aktorów osiągnęło dziś znaczną sławę na scenach ogólnopolskich, ale nigdy nie zapomina o swoich korzeniach i pierwszych nauczycielach. Historia Trio Lescano przedstawiona w musicalu „Aniołki Mussoliniego” była kolejnym punktem kulminacyjnym festiwalu, łączącym historię z muzyką i dramatem. Katarzyna Zielińska, będąca również współproducentką tego spektaklu, wniosła do niego ogromne zaangażowanie i profesjonalizm, który podziwiali wszyscy widzowie. Opowieść o siostrach Leschan, które bawiły Mussoliniego mimo swoich żydowskich korzeni, była nie tylko rozrywką, ale także głębszą refleksją nad granicami sztuki i władzy.

Różnorodność programowa jako siła festiwalu

Oprócz wspomnianych spektakli, widzowie mogli również zobaczyć komedię kryminalną „Pułapka” z udziałem Piotra Głowackiego i Leszka Lichoty, która przyniosła wiele emocji i niespodzianek. Inne przedstawienia, takie jak „Kolacja na cztery ręce”, dawały okazję do intelektualnych debat nad rolą artysty w świecie barokowym i współczesnym. Ta różnorodność – od fars po tragedie, od musicali po teatr alternatywny – sprawiła, że każda grupa widzów znalazła coś dla siebie. Jako redaktor obserwujący te wydarzenia z bliska, mogę śmiało powiedzieć, że ta edycja festiwalu była wzorem tego, jak powinna wyglądać dobra kultura lokalna.

Podsumowując trzytygodniowe święto teatru w Starym Sączu, czuję ogromną satysfakcję z faktu, że miasto potrafi tak pięknie gościć wielką sztukę. Liczba osiemnastu spektakli i czterech spotkań z artystami to imponujący dorobek, który wymagał tytanicznej pracy organizatorów. Publiczność nagradzała ich wysiłki swoją obecnością i entuzjazmem, co jest najlepszą zachętą do kontynuowania tej dobrej tradycji w przyszłych latach. Mam nadzieję, że kolejne edycje będą równie udane i przyniosą nam jeszcze więcej pięknych chwil teatralnej magii.

Zakończenie XXX Jesiennego Festiwalu Teatralnego to nie tylko pożegnanie z konkretnym programem, ale także okazja do refleksji nad rolą teatru w naszym życiu społecznym. Sztuka ma moc jednoczenia ludzi, budowania mostów między pokoleniami i regionami oraz stawiania trudnych pytań o istnienie. Stary Sącz udowodnił raz jeszcze, że jest miejscem, gdzie wielka kultura znajduje swoje naturalne miejsce i odbiorców. Dziękuję wszystkim artystom, organizatorom i widzom za ten niezwykły czas, który zapamiętam na długo.

Słowa kluczowe

Lokalizacje