Kultura, Sport

Stary Sącz

Janusz Michalik o trzech dekadach teatralnej magii w Starym Sączu: jak narodziła się legendarna tradycja

Czerwony autobus MPK zatrzymany na przystanku w mieście; widoczny jest napis 'Stary Sącz' oraz numer linii 23 do Dworca Autobusowego.
Zdjęcie przedstawia czerwony autobus komunikacji miejskiej MPK, zatrzymany na przystanku w mieście. Na przedniej szybie autobusu widoczny jest napis 'Stary Sącz', co sugeruje lokalizację lub obsługiwany obszar. Linia autobusowa to 23, a jej cel to Dworzec Autobusowy. Obok autobusu znajduje się nowoczesny przystanek komunikacji miejskiej z informacją o rozkładzie jazdy. Na chodniku widać kilka osób czekających na pojazd. Scena oddaje typowy moment codziennego życia związanego z transportem publicznym, podkreślając rolę autobusów MPK w lokalnej mobilności.

Jesienny Festiwal Teatralny w Starym Sączu świętuje właśnie swoje trzydzieste urodziny, co jest niebywałym osiągnięciem dla tej regionalnej inicjatywy artystycznej. Janusz Michalik, kluczowa postać stojąca za powstaniem i rozwojem tego wydarzenia, opowiada o początkach festiwalu w wywiadzie dla programu „Barbackiego 57”. W rozmowie przybliża historię rodzenia się teatralnej tradycji, która z czasem stała się jedną z najważniejszych atrakcji kulturalnych regionu. Michalik dzieli się wspomnieniami z trudnych, ale i pełnych pasji czasów, gdy festiwal był jedynie marzeniem kilku zaangażowanych osób. To opowieść o wytrwałości, wierze w sztukę oraz o ludziach, którzy postanowili zmienić oblicze Starego Sącza na kilka jesiennych tygodni.

Kiedy siadam do tej refleksji nad ostatnimi trzema dekadami istnienia Jesiennego Festiwalu Teatralnego w Starym Sączu, czuję mieszankę niewyobrażalnej dumy i głębokiego szacunku dla każdego, kto choć odrobinę przyczynił się do tego sukcesu. Trzydzieści lat to nie jest żaden drobiazg w świecie kultury, gdzie trendy zmieniają się z prędkością błyskawicy, a instytucje często giną pod ciężkiem brakujących środków finansowych lub braku widowni. Dla mnie osobiście ten jubileusz jest jak spotkanie ze starym przyjacielem, który przeszedł przez wiele burz, ale zawsze wstawał z kolan, by ponownie zaświecić scenę nowym blaskiem artystycznym. Wspominam te pierwsze kroki, które wydawały się tak niepewne i pełne ryzyka, że często zastanawiałem się, czy w ogóle warto było podejmować takie wyzwanie na skalę, jakiej nie znaliśmy wcześniej.

Początki festiwalu były niezwykle skromne, a czasem wręcz drastycznie odległe od tego, co widzimy dzisiaj na afiszach i w recenzjach prasowych. Nie mieliśmy wtedy wielkich budżetów, ani gwarancji, że ktokolwiek oprócz nas samych przyjdzie obejrzeć przedstawienia w kameralnych przestrzeniach starego miasta. Musieliśmy sami organizować logistykę, szukać sponsorów wśród lokalnej społeczności i przekonywać artystów, że warto zaryzykować występ w miejscu, które nie było jeszcze znane na mapie polskiego teatru. To była praca wykonańca, która wymagała nie tylko kreatywności, ale przede wszystkim żelaznej determinacji i wiary we własne siły oraz w potencjał tego regionu.

Stary Sącz z jego unikalną architekturą i klimatem stał się idealnym tłem dla tych artystycznych poszukiwań, które chcieliśmy tu przenieść. Każda kamienica, każdy dziedziniec i kościół mógł stać się sceną, co otwierało przed nami zupełnie nowe możliwości reżyserskie i aktorskie, których nie znajdziemy w tradycyjnych, proscenikalnych teatrach. Pamiątam pierwsze próby adaptacji przestrzeni miejskich na potrzeby spektakli, które wymagały odnas ogromnego wysiłku fizycznego i intelektualnego, by stworzyć z nich miejsca pełne magii teatralnej. Widzowie wtedy jeszcze nie wiedzieli, co ich czeka, dlatego każdy wyjście na ulicę w trakcie festiwalu było dla nich rodzajem przygody i odkrywania nowej rzeczywistości.

Przez lata festiwal ewoluował, przechodząc od małych, eksperymentalnych inicjatyw do rozpoznawalnej marki kulturalnej, która przyciąga tłumy z całego kraju. To nie było jednak procesem naturalnym ani łatwym, ponieważ musimy stale dostosowywać się do zmieniających się oczekiwań publiczności oraz realiów rynkowych w branży rozrywkowej i artystycznej. Każda edycja przynosiła nowe wyzwania, nowe problemy techniczne i organizacyjne, które wymagały natychmiastowych rozwiązań i często kreatywnego myślenia poza schematami. Mimo to, zawsze staraliśmy się zachować ten pierwotny ducha niezależności i chęci eksperymentowania, który jest sercem tego festiwalu.

Współpraca z artystami była i nadal jest dla mnie najważniejszym elementem tej wieloletniej przygody teatralnej w naszym regionie. Spotykaliśmy się z najlepszymi aktorami, reżyserami i scenografami, którzy chcieli spróbować sił w specyficznych warunkach, jakie oferuje nam jesień w Starym Sączu. Wielu z nich wracało do nas rok po roku, bo czuli tu szczególną energię i inspirację, której nie mogli znaleźć w innych miejscach w Polsce. To budowało niezwykłe więzi przyjacielskie i zawodowe, które przetrwały wiele lat i które dzisiaj są fundamentem naszej wspólnoty teatralnej.

Nie można zapomnieć o roli lokalnej społeczności, która od samego początku wspierała nas swoją obecnością i entuzjazmem podczas spektakli. To właśnie mieszkańcy Starego Sącza i okolicznych miejscowości dali nam poczucie, że robimy coś ważnego i potrzebnego dla rozwoju kulturalnego życia regionu. Ich uśmiechy, brawa i konstruktywne krytyka były paliwem, które napędzało nas do dalszych działań i polepszenia jakości oferowanych programów artystycznych. Bez ich wsparcia festiwal nigdy nie osiągnąłby tak wysokiego poziomu uznania i rozpoznawalności, jaką cieszy się dzisiaj.

Trudne chwile również miały miejsce, ponieważ organizacja dużych wydarzeń kulturalnych zawsze wiąże się z ogromnym stresem i presją czasu. Były edycje, gdy pogoda nie sprzyjała naszym planom, a deszcz czy wiatr groziły zrujnowaniem zewnętrznych przedstawień i zniechęceniem widzów do przybycia na miejsca. Musieliśmy wtedy działać szybko i skutecznie, szukając alternatywnych rozwiązań, by ratować spektakle i zachować dobre relacje z artystami oraz publicznością. Te momenty kryzysowe uczyły nas elastyczności i pokazywały, jak ważna jest dobra komunikacja w zespole organizacyjnym.

Dzisiaj, patrząc na festiwal z perspektywy trzech dekad, widzę nie tylko sukces artystyczny, ale przede wszystkim trwałość idei, która została wdrożona wiele lat temu. Jesienny Festiwal Teatralny stał się już integralną częścią tożsamości Starego Sącza i całego regionu Sądeckiego, przyciągając turystów i miłośników sztuki z daleka i z bliska. To dowód na to, że nawet najmniejsze inicjatywy, jeśli są prowadzone z pasją i profesjonalizmem, mogą wyrosnąć na znaczące wydarzenia o zasięgu ogólnopolskim. Cieszę się, że mogłem być częścią tej historii i obserwować jej rozwój krok po kroku.

Wspomnienia z tych trzydziestu lat są dla mnie skarbnicą doświadczeń, które kształtowały nie tylko moją karierę zawodową, ale również osobistą. Nauczyłem się cenić każdą chwilę na scenie, każdego dialogu z widzami i każdej współpracy z kolegami po fachu, którzy dzielili ze mną tę niezwykłą przygodę. Teatralna tradycja, o której mówimy, nie powstała z dnia na dzień, lecz była budowana przez lata ciężkiej pracy, poświęcenia i miłości do sztuki w jej najczystszej formie. To dziedzictwo chcemy przekazać kolejnym pokoleniom twórców i organizatorów wydarzeń kulturalnych.

Zakończenie tego cyklu rozmów o historii festiwalu nie oznacza końca naszych działań, lecz raczej nowy etap rozwoju i poszukiwań. Mamy przed sobą jeszcze wiele lat, w których chcemy kontynuować tę tradycję, wprowadzając nowe elementy i eksperymentując z różnymi formami teatralnymi. Wierzę, że Jesienny Festiwal Teatralny w Starym Sączu będzie nadal inspirował artystów i zachwycał widzów swoją unikalnością i autentycznością. Dziękuję wszystkim, którzy byli z nami przez te trzydzieści lat i którzy pomogli nam stworzyć tę niezwykłą teatralną legendę regionu.

Słowa kluczowe

Lokalizacje