Jako redaktor zajmujący się tematyką środowiskową muszę konstatować, że przemysł paliwowy posiadał pełną świadomość zagrożeń jeszcze w połowie ubiegłego wieku. Badania naukowe prowadzone przez Shell i inne giganty energetyczne jednoznacznie wskazywały na bezpośredni związek między spalaniem ropy a zmianami klimatu.
Tajne raporty z lat osiemdziesiątych
W roku 1985 firma Shell przygotowała poufny dokument, w którym przewidywała topnienie lodowców jako konsekwencję globalnego ocieplenia. Rok później organizacja otrzymała oficjalne ostrzeżenie przed dramatycznymi skutkami zmian klimatu dla gospodarki i ekosystemów na całym świecie.
W 1987 roku dostępne dane potwierdziły, że wzrost stężenia dwutlenku węgla w atmosferze będzie podnosił temperaturę Ziemi. Mimo posiadania tych kluczowych informacji, zarząd korporacji zdecydował się nie udostępniać ich szerokiej publiczności ani organom rządowym.
Lobbying i negowanie nauki
W 1989 roku Shell dołączyło do organizacji lobbingowej walczącej z ustawami o redukcji emisji CO2 w Kongresie USA. W tym samym czasie firma twierdziła publicznie, że dowody na istnienie kryzysu klimatycznego są niejednoznaczne i wymagają dalszych badań.
Ironia sytuacji polega na tym, że te same dane uznawane za niepewne przez firmę skłoniły inżynierów do budowy specjalnej platformy wiertniczej. Konstrukcja ta była wyższa niż standardowe rozwiązania z lat 80., co miało chronić inwestycje przed powodzią morską wynikającą ze wzrostu poziomu oceanów.
Strategia ukrywania prawdy
Takie działania dowodzą na istnienie świadomej strategii kłamstwa i manipulacji opinią publiczną. Firmy wiedziały, że regulacje środowiskowe ograniczyłyby ich zyski, dlatego preferowały narrację o braku konsensusu naukowego.
Wewnątrz firm panowała inna rzeczywistość niż ta prezentowana w prasie i telewizji. Pracownicy badawczyci zgłaszali alarmujące prognoze, które były ignorowane przez wyższe szczeble zarządzania odpowiedzialne za relacje z inwestorami.